Tajemnice atomowej grozy

https://zzwp-gorzow.pl/images/Tajemnice-atomowej-grozy-logo.jpg8 maja 1945 r. to data ważna w historii Europy, kończąca największy konflikt zbrojny na świecie. Przez cały czas trwania II wojny, III Rzesza dzieliła Europę, podbijając kolejne państwa. Po zakończeniu konfliktu państwa okupowane zostały wyzwolone, a stolicę Niemiec podzielono na strefy między Aliantami i Związkiem Radzieckim. Europa została podzielona polityczne na Blok Wschodni i Zachodni. To z czasem zainicjowało nowy konflikt zwany "zimną wojną" (wojną ery atomowej), która trwała przez bisko pięćdziesiąt lat.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Atomowa Polska

 

          Powodem powstania "zimnej wojny", trwającej od 1947 do 1991r., była rywalizacja polityczna i militarna między państwami zrzeszonymi w Układzie Warszawskim i państwami Paktu Północno-Atlantyckiego.

 

Układ Warszawski, czyli Układ o Przyjaźni, Współpracy i Pomocy, był sojuszem wojskowo - politycznym, do którego przystąpiły państwa bloku wschodniego, w tym Polska, a rolę dominującą odgrywało ZSRR. W latach 50-tych oba mocarstwa rozpoczęły wyścig zbrojeń, dążąc do rozbudowy swojego arsenału militarnego o broń atomową. Wraz ze zwiększaniem uzbrojenia, ZSRR zaczęło przygotowania do wyposażania w broń masowego rażenia swoich sojuszników, dla których wrogiem byli członkowie NATO. Udział Polski był znaczący, gdyż byliśmy drugą potęgą militarną w Sojuszu Przyjaźni. Dlatego w lutym 1965 r. na poligonie drawskim rozpoczęły się ćwiczenia, mające sprawdzić w warunkach teoretycznej wojny, jak szybko uda się dostarczyć na teren Polski głowice atomowe z głębi Związku Radzieckiego. Podjęto próbę dostarczenia amunicji drogą, kolejową, powietrzną i samochodową. Ze względów logistycznych ćwiczenia zakończyły się niepowodzeniem. Wszystkie opcje dostawy zabierały zbyt wiele czasu. Wówczas zapadła decyzja, że Front Polski musi mieć broń atomową na terenie PRL.

 

W 1966 r. rozpoczyna się „Akcja Wisła”, której zadaniem staje się wybranie trzech miejsc do budowy baz przechowywania broni atomowej. Wybrano lokalizacje: Podborsko k. Białogardu, gdzie wybudowano skład o kryptonimie 3001, Brzeźnicę Kolonię koło Wałcza na bazę nr 3002 i Templewo koło Międzyrzecza, na obiekt nr 3003. Rozmieszczenie budowli nie było przypadkowe. Położenia wybrano tak, aby wokół terenów znajdowały się garnizony radzieckie, np. dla obiektu 3001 była to lotnicza baza w Babiczu koło Kołobrzegu, dla Brzeżnicy najbliższym garnizonem było Borne Sulinowo, a dla Trzemeszna Garnizon Kęszycy Leśnej. 25 lutego 1967 r. w Moskwie podpisano stosowne porozumienie między rządami PRL a ZSRR. W dokumencie znalazły się informację z jakich obiektów mają składać się poszczególne kompleksy i szczegóły form finansowania budowy. Polska pokryła koszty budowy w zamian otrzymując obiekty jednakże z zastrzeżeniem, że w momencie dostarczenia do magazynów broni nuklearnej, miejsca te zostaną wyłączone z jurysdykcji polskiej na rzecz wojska radzieckiego.

 

 

          Skład był samowystarczalny. Posiadał kompleks koszarowo techniczny dla 150 osób, a cały obszar o powierzchni ponad 300 ha został ogrodzony kilku strefowo - ogrodzeniem betonowym, drutem kolczastym (w tym jedna strefa pod napięciem elektrycznym). Dodatkowo między ogrodzeniem wysypanym grabionym piaskiem, przewidziano uzbrojone patrole piesze z psami. Całość obiektu podzielono na trzy strefy dostępu. Zewnętrzna była strefą mieszkalną z budynkami dla żołnierzy i oficerów z rodzinami. Środkowa, stanowiła zaplecze warsztatowo - samochodowe, z garażami i stacją paliw. W wewnętrznej, ściśle utajnionej strefie znalazły się dwa dwupoziomowe schrony magazynowe. W każdym z nich znalazło około 80 sztuk głowic rożnej mocy. Była to około 30% możliwości magazynowych obiektów. Z informacji wynika, że obiekt w Podborsku był budowany od 27 czerwca 1967 do 21 sierpnia 1969 r. siłami 33 Pułku Inżynieryjno-Budowlanego. Pod koniec listopada 1969 r. obiekt wszedł już w użycie wojskowe.

 

 

          Pojedynczy schron-magazyn posiadał powierzchnie ok 1000 m kw. Został zaopatrzony w dwa zespoły wrót pancernych z każdej ze stron (prawa i lewa). Dla porządku, jedna strona była załadunkowa, a druga wyładunkowa. Dlatego na suficie zainstalowano suwnice-dźwigi. Aby dostać się do wnętrza bunkra magazynowego trzeba było wejść na strop obiektu do budki, w której umieszczono klatkę schodową. Na dole, po pokonaniu dwojga stalowych, gazoszczelnych drzwi można było dostać się do schronu. We wnętrzu ulokowano część techniczną, w której znalazły się m.in. komora dezaktywacji ubioru, maszynownia z agregatami prądotwórczego, filtrowentylacja, butle z azotem, system chłodzenia obiektu, sterownia z pulpitami sterowniczymi, toalety, ujęcie wody i pomieszczenia pogotowia dla dyżurującej obsługi. Po przejściu korytarzem wzdłuż wymienionych pomieszczeń wchodziło się na główną halę. Po stronie przeciwległej pomieszczeniom techniczno-socjalnym umieszczono cztery komory magazynowe dla głowic bojowych. Trzy z nisz magazynowych miały długość przeszło 20 metrów. Zamykano je stalowymi wrotami przesuwnymi, pokrytymi warstwą ołowiu. Mimo, że był początek lat 70-tych, do weryfikacji uprawnień i identyfikacji, używane czytników na osobiste karty magnetyczne. W późniejszym okresie do kompleksu dobudowano schron przejezdny typu Granit, przeznaczony dla kołowej wyrzutni rakietowej. Jak podają dokumenty z Podborska, głowice wywieziono do ZSRR najprawdopodobniej w 1988 r. a sam kompleks opuszczono jesienią 1992 r. Przez pewien czas obiekty zajmowała Marynarka Wojenna, lecz po rezygnacji z ich użytkowania w 2005 r. skład przejął Oddział Aresztu Śledczego w Koszalinie. Schrony magazynowe zamknięto zakładając w nich alarmy tak więc teren był dozorowany dzięki czemu nie został rozgrabiony a w budynkach koszarowo technicznych ulokowano więzienie.

 

 

 

          Od 2015 r. Obiekt „magazynowy” został przejęty przez Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu, które zrobiło tu Muzeum Zimnej Wojny. Po opuszczeniu lubuskich magazynów przez Rosjan, były one wykorzystywane przez gorzowskich saperów do momentu rozformowania jednostki.

 

Kwatera Frontu Nadmorskiego w Świnoujściu

 

          Wraz z pojawieniem się Zimnej wojny, mając na uwadze położenie Polski nad Bałtykiem jako kraju, które może zostać związane atakiem, utworzono Związek Operacyjno - Strategiczny Ludowego Wojska Polskiego. Sam front miał składać się z 1, 2 i 3 Armii WP a jego zadaniem była ochrona Morza Bałtyckiego przed desantem nadmorskim, i umożliwieniu przez Siły Układu Warszawskiego zajęcia terenów Niemiec i Danii. Sama idea powstania pojawiła się podczas ćwiczeń majowych 1950 r. Wówczas to określono kierunki natarcia dla poszczególnych armii. Działaniom tym w razie wojny miały towarzyszyć silne uderzenia atomowe, a samo natarcie miało trwać do 15 dni. Mając na uwadze użyte środki masowego rażenia, zdawano sobie sprawę o potrzebie budowy stanowisk, z których będzie można dowodzić atakiem w warunkach przetrwania ewentualnego ataku. Wówczas zrodził się pomysł, aby przekształcić wybudowaną w 1936 r. baterię artylerii nadbrzeżnej Vineta w atomowe stanowisko dowodzenia.

 

          Zanim jednak przekształcono baterie do nowych zadań, pełniła ona rolę obrony bazy morskiej Kriegsmarine. Składała się z czterech najważniejszych schronów koszarowo - bojowych, a na szczycie każdego z nich zainstalowano potężne działo kalibru 150 mm o zasięgu do 20 km. Następnym ważnych obiektem był schron dowodzenia, na którym zamontowano kopułę pancerną z przyrządami optycznymi, dla określania namiarów ostrzału, podawanego dla obsługi dział. Aby ograniczyć ryzyko pozbawienia potencjału bojowego baterii, schron maszynowni i amunicji wybudowano na wschodnim krańcu zaplecza. Dzięki rozwijającej się technice, baterię w trakcie II Wojny Światowej wyposażono w nowoczesny radar FuMo 214 Wurzburg-Reise. W marcu 1945 r. armaty uczestniczyły w działaniach bojowych, wspierając swoim ogniem oddziały niemieckie broniące przesmyku Dziwnów - Dziwnówek. Ich historia zakończyła się w kwietniu 1945 r. kiedy obiekty opuszczono, a armaty wysadzono. To, co można było zdemontować, zabrali ze sobą Sowieci. Dopiero po tym obiekty przekazano polskiemu wojsku.

 

 

          W latach 50-tych baterii nadano nowe przeznaczenie, przebudowując obiekty najprawdopodobniej w 1955 r. na zapasowe stanowisko Dowódcy Frontu Polskiego (Nadmorskiego). Cały teren ufortyfikowano, budując 6 Kompanijny Rejon Umocniony, który połączono z 11 Batalionowym Rejonem Umocnień. W skład fortyfikacji weszły stanowiska polowe i artyleryjskie, miejsca dla ckm-ów i dwa ukrycia dla czołgów T-34. Same obiekty wyremontowano, dostosowując je go nowej funkcji, jaką było dowodzenie obroną przeciwdesantową zachodniego wybrzeża.

 

 

Druga poważna przebudowa nastąpiła w 1965 r. gdy obiekty połączono ze sobą kilometrem korytarzy. Tamte czasy pamięta Jacek LIPSZA, uczestniczący w przebudowanie umocnień. „- Beton laliśmy trzy tygodnie, dwadzieścia cztery godziny na dobę. Całego placu pilnowały dwie kompanie wojska, by jak naj mniej osób o tym wiedziało. Pracę wykonywali wyłącznie żołnierze skoszarowani w lesie” – dodaje. Zmodernizowano także poszczególne schrony, nadając każdemu nowe przeznaczenie. I tak powstała: Centrala Telefoniczna, Radiowe Centrum Odbiorcze, Kasyno, Obiekt Obrony Przeciwchemicznej. Budowle te wyposażono m.in. w systemy filtrowentylacyjne, radiowe, pozwalając na samodzielnie funkcjonowanie, bez wychodzenia z obiektu. Najważniejszym schronem całego kompleksu był schron dowódczy. Aby dostać się do wewnątrz trzeba było pokonać pięć par stalowych i gazoszczelnych drzwi oraz mieć specjalną przepustkę. To stąd dowodzono wojną atomową, a w salach z mapami przesuwano znaczniki z jednostkami wojskowymi. Co ciekawe, jedna z map pokazująca przemieszczanie wojsk podczas ataku zachowała się do dziś. Oprócz pomieszczeń łączności i sztabowych pomyślano o pomieszczeniu do odpoczynku. Tu miał swoją salonkę najważniejszy człowiek w Ludowym Wojsku Polskim – gen. Wojciech JARUZELSKI – ówczesny Minister Obrony Narodowej. „- Wiadomym jest - bo nawet zachowało się zdjęcie - jakie umocnienia wizytował i skąd kierował ćwiczeniami gen. JARUZELSKI – mówi Piotr PIWOWARCZYK, Dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża w Świnoujściu i dodaje: „- Ostatnimi ćwiczeniami, które przeprowadzono w kompleksie odbyły się w 1995 r. pod kryptonimem Pirania”.

 

 

Ciekawą historię ma też schron maszynowni. Zazwyczaj wojsko opuszczając obiekty zabiera ze sobą całe wyposażenie i zostawię jedynie puste ściany. Inaczej się stało ze schronem technicznym, który w skutek pomyłki w dokumentacji doczekał się modernizacji, mimo iż wiadome było o ostatnich dniach funkcjonowania tej jednostki. Obecnie, maszynowni zachowało się niemal wszystko, w pełni sprawne wraz z jednym z mniejszym agregatem prądotwórczym z silnikiem Skody. Drugi, większy agregat "Wola", Agencja Mienia Wojskowego zdążyła niestety sprzedać.

 

 

 

Resztę schronów wojsko oprozniło z przydatnych instalacji i urządzeń. Ciekawostką z niemieckiego okresu budowy i użytkowania obiektu są górnospłuki w toaletach, wciąż sprawne. Dziś, dzięki pracownikom Muzeum udało się odtworzyć wyposażenie wnętrz dwóch obiektów. W jednym z nim pokazano wyposażenie baterii w czasie II Wojny Światowej rekonstruując m.in. magazyn amunicji, żywności czy izby żołnierskie. Całość dopełnia muzyka w wykonaniu Marleny Dietrich, emitowana z głośników schronowego radiowęzła.

 

Lata 80-te i 90-te to okres stagnacji. Jednostka zmieniała swoich gospodarzy, od stanowiska dla najważniejszych Władz Ludowego Wojska Polskiego, następnie Zapasowego Stanowiska Dowodzenia Dowódcy Marynarki Wojennej, a na końcu stając się Stanowiskiem Dowodzenia 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Obiekt do 2013 r. był tajnym miejscem, a o jego istnieniu wiedziało zaledwie kilku generałów. Dzięki przychylności Ministra Obrony Narodowej, Prezydenta miasta Świnoujście, Nadleśnictwa Międzyzdroje i Dyrekcji Lasów Państwowych, cały kompleks został przekazany w zagospodarowanie dla Muzeum Obrony Wybrzeża w Świnoujściu.

 

Niezwykła schrony, zwane dziś "Poziemnym Miastem" warto zwiedzić podczas spędzania wakacji bowiem jest to prawdopodobnie jedyne tak dobrze zachowane, byłe wojskowe stanowisko dowodzenia w Polsce.

 

Tajemnice Zakładów Pracy

 

 

          Wraz z zagrożeniem politycznym, związanym z wyścigiem zbrojeń między Układem Warszawskim, a Paktem NATO, w przypadku wybuchu wojny na celownikach znalazły się większe miasta, ważne zakłady przemysłowe, węzły łączności itp. W szkołach uczono młodzież jak postępować na wypadek wojny, ale zdawano sobie sprawę, że sama nauka nie wystarczy. Niezbędna była budowa miejsc ochronnych dla ludności. Stąd, pojawiły się ukrycia, czyli najprostsze miejsca ochrony, bez specjalistycznych urządzeń. Każdy większy, nowo powstający budynek posiadał takie pomieszczenia w piwnicach. Te bardziej skomplikowane - uznawane jako schrony, za sprawą m.in. urządzeń filtrowentylacyjnych - budowano na terenach zakładów pracy. Jednym z największych w Polsce i funkcjonującym do 2013 r. był schron przeciwatomowy na terenie dawnej Stoczni Szczeciśkiej im. Adolfa Warskiego (późniejsza Stocznia Szczecińska S.A.). O samym schronie niewiele było wiadomo, bowiem obiekty w tamtych czasach były ściśle. Schron powstał podczas II Wojny Światowej dla ochrony robotników stoczni. Tu mieściły się przed II Wojną Światową dwie niemieckie stocznie AG Vulcan Stettin i Stettiner Oderwerke, pracujące na rzecz wojska. Po 1959 r. schron - niegdyś przeciwlotniczy - rozbudowano do rangi schron przeciwatomowego.

 

 

          Wejście do schronu umieszczono w budynku biurowca stoczni. Przewidziano też dwa zapasowe wejściach i dwóch ewakuacyjnych, w których trzeba się wspiąć po drabince do wyjścia zamaskowanego wieżyczką. Po wejściu główną klatką schodową biurowca, schodzi się trzy kondygnacje w dół, mijając po drodze stalowe drzwi. Tu umieszczono część socjalną schronu. Znalazły się tu sale wykładowe, warsztat ślusarski, pomieszczenie z filtrami powietrza, szatnia dla konserwatorów. 

Jednymi z pierwszych osób, które ujrzały wnętrze schronu po zakończeniu funkcjonowania byli Ernest SZAFRAN i Waldemar GAWINKOWSKI. "- Spodziewaliśmy się znaleźć tu wiele sprzętów i urządzeń, ale to ujrzeliśmy, przeszło nasze oczekiwania. Niemal wszystko wyglądało tak jak za czasów funkcjonowania schronu. Jedyna zmiana, to wszechobecna wilgoć, niszcząca wszystko" - mówi Ernest Szafran.

 

 

 

 

 

Wychodząc z kompleksu socjalno-technicznego” widać korytarze. Sercem schronu było pomieszczenie z potężnymi dwoma agregatami prądotwórczymi. Agregaty były awaryjnym zasilaniem, bowiem cały schron był podłączony do miejskiej sieci elektrycznej. Kolejnym ważnym pomieszczeniem technicznym była filtrowentylatorownia, z sześcioma rzędami filtrów po obu stronach pomieszczenia. Aby zapewnić odpowiednią ilość powietrza na wypadek skażenia, takich filtrów musiało być znacznie więcej. Stąd, dodatkowych mniejszych zespołów filtrów było w korytarzach kilka. Tak samo jak toalet. Korytarze były wyposażone w gęstą sieć głośników radiowęzłowych. To przez nie dowódca zakładowego oddziału samoobrony podawał załodze informacje i polecenia. A gdzie przebywała załoga ? Na całej długości korytarzy po obu stronach zainstalowane składane ławki. Przewidziano, że schron pomieści 2,5 tysiąca osób. Z niemieckiego wyposażenia schronu z czasów II Wojny Światowej zachowały się jedynie wywiewne zawory zwrotne. Dzięki utrzymywanemu nadciśnieniu w obiekcie zanieczyszczone powietrze nie wdzierałoby się do środka. Aby zabezpieczyć wejścia przed dostaniem się promieniowania czy gazów bojowych, wybudowano śluzy, czyli zespół kilku pomieszczeń zabezpieczonych w masywne stalowe drzwi gazoszczelne. Takie śluzy można spotkać także przy wyjściach ewakuacyjnych. Również pomyślano o zabezpieczeniu głównego wejścia dla załogi, które jak się okazuje nie mieściło się wcale w opisanym wyżej biurowcu. Aby załoga po ogłoszeniu alarmu nuklearnego mogła wejść nie narażając reszty stoczniowców, w schronie trzeba było przejść przez punkt zabiegów sanitarnych, składających się po kolei z rozbieralni, pryszniców, następnie ubieralni nr 1 z pokojem lekarskim, kończąc na ubieralni nr 2 z magazynem czystej odzieży. Dopiero wtedy można było wejść do właściwej części schronu. Sercem kompleksu były pomieszczenia sztabowe: pokój dowódcy Zakładowego Oddziału Samoobrony połączony ze sztabem, czyli długim pomieszczeniem ze stołem przy ścianie i mapą stoczni. Tu podejmowano najważniejsze decyzje.

 

 

 

 

 

          Obecnie schron jest świadectwem zastraszania atakiem nuklearnym, propagowanym w tamtych latach. Stan techniczny i rozmach schronu jest ewenementem na skalę Polski. Szkoda, że tylko nieliczni „mogą poznać jego wnętrze, które niestety niszczeje za sprawą wilgoci i wody w korytarzach.

 

 

Projekt Kalisko- Poznański

 

 

          W razie wybuchu wojny atomowej, w każdym większym mieście była potrzeba stworzenia miejsca dowodzenia obroną cywilną, skąd władze samorządowe i wojskowe mogłyby dowodzić obroną miasta. Na przykład w Poznaniu, znane są dwa odtajnione centra zarządzania. Być może jest ich więcej.

 

 

Jedno z najlepiej zachowanych znajduje się Kaliszu. Powstało w latach 60-tych i do 2010 r. było obiektem ściśle tajnym. Mowa o schronie przeciwatomowym dla urzędników magistratu. Projekty takich budowli były do siebie zbliżone. Budowano budynek dwukondygnacyjny na wzór budynku mieszkalnego, w którym mieszkała osoba (oficer) opiekujący się schronem. Jednak to, co najważniejsze, znajdowało się pod budynkiem. Wejście usytuowano na zewnątrz budynku, ale nie było z nim połączone. Po zejściu betonową klatką schodową wchodziło się do śluzy, w której zamontowano prysznice do odkażania. Dopiero po przejściu śluzy można dostać się do właściwego obiektu. Całość podzielono na część mieszkalną, techniczną i sztabową. W mieszkalnej można było odpoczywać - tu znalazły się łóżka, ale nie przewidziano kuchni i magazynów żywności, zatem planowe były do krótkotrwałego przebywania. W części technicznej usytuowano akumulatory, agregat prądotwórczy i zespół filtrów powietrza. Centralną częścią schronu były pomieszczenia sztabowe. Tu zlokalizowano dużą salę, a na ścianach znalazły się plansze z mapą miasta i Województwa Kaliskiego. Obok pomieszczenia z centralą telefoniczną i kilka mniejszych budek dla telegrafistek. Jak na tamte czasy wszystko było nowoczesne. Były dwie centrale telefoniczne, do dziś zachowane, i pulpit z kolorowymi lampkami pokazujący tereny skażone i zagrożone. O tym, że obiekt do 2000 r. pełnił swą rolę, świadczy współczesna szafa do radiowego sterowania miejską sygnalizacją ostrzegawczą. Pomyślano również o ukryciu pojazdu, budując podziemny garaż z którego można było również wejść do podziemi.

 

 

 

Kaliski obiekt dziś nie stanowi już tajemnicy wojskowej i można go zwiedzać, bowiem cały kompleks został przekazany na siedzibę Warsztatów Terapii Zajęciowej prowadzonej przez Fundację „Miłosierdzie”.

 

Podobnym obiektem było Centrum Zarządzania Kryzysowego dla władz Poznania przy ulicy Słupskiej 62 (Jednostka Wojskowa nr 2741). Poznański obiekt również był tajny do 2000 r., jednak jego istnienie upubliczniono w 2010 r,. a od 2012 r. można go zwiedzać. Wszystko dzięki przejęciu obiektu przez Wielkopolskie Muzeum Niepodległości, które urządziło tam swój muzealny oddział.

 

 

 

Centrum dowodzenia wojewody

 

          Za działanie służb Obrony Cywilnej w mieście odpowiadał prezydent, ale były też schrony dowodzenia dla wojewodów, znacznie większe, obszerniejsze, bo to w nich zarządzano województwem w sytuacjach kryzysowych. I o dziwo te ostatnie zachowały się w lepszym stanie. Być może dlatego, że wojewoda ma większe uprawnienia niż prezydent miasta

 

          Jednym z najlepiej zachowanych schronów rangi wojewódzkiej jest kompleks w Tryszczynie koło Bydgoszczy. Dziś mieści się tam „Muzeum Ściśle Tajne”. Wiadomo, że obiekt powstał w 1953 r. na wsi, a więc z dala od ewentualnego miejsca ataku, jakim mogło być miasto. Schowany pięć metrów pod ziemią, składał się z 50 pomieszczeń różnego przeznaczenia. Tak samo jak prezydenckie schrony, posiadał na powierzchni dwu piętrowy budynek, pełniący rolę stróżówki. Ale garaż był na powierzchni - nie w podziemiach, jak miało to miejsce w ukryciu prezydenta. To jedyna różnica, nie licząc wielkości schronu i długości czasu przebywania w nim. Niewielka dobudówka obok domu kryje zejście do podziemi. Pomieszczenia takie same, tyle że ich więcej. Powód ? Tu miały znajdować się dowództwa ówczesnej milicji, straży pożarnej, inspekcji sanitarnej czy obrony cywilnej. Kolejną rzeczą, która różni schrony, to wygospodarowanie pomieszczenia kuchni. To pozwalało na dłuższą egzystencję w ukryciu. Zakładano, że dzięki żywności i filtrowaniu powietrza z zewnątrz, w schronie można przeżyć tydzień.

 

 

Sercem schronu jest dyspozytornia, w której znajdują się szafy, a na nich zielone i czerwone lampki sygnalizujące zamknięcie poszczególnych drzwi. „- Wszystkie urządzenia w naszym Centrum Dowodzenia są sprawne, nawet agregaty prądotwórcze, które co jakiś czas włączamy” – opowiada „- Raz nawet włączyliśmy piec centralnego ogrzewania. Długo czekaliśmy, aby we wnętrzach było ciepło, ale działało” – dodaje, opowiadając w pomieszczeniu CO, gdzie na zbiorniku paliwa widać wskaźnik i datę kiedy go napełniono. Obiekt pełnił swoją funkcję do marca 2015 r. i dlatego jest w tak doskonałym stanie. Są urządzenia łączności - także współczesne, wyposażona kuchnia, łóżka itp.

 

          Kolejnym przykładem na gospodarność władz jest schron Wojewody Zachodniopomorskiego w Szczecinie, w samym centrum miasta, tuż obok Komendy Wojewódzkiej Policji. „- Jego ściany miejscami mają grubość do trzech metrów, tak samo jak strop. Ma podwójne zasilanie elektryczne z sieci miejskiej i z agregatu. Podobnie woda, która może być pobierana z miasta i z własnej studni” – mówi Piotr GABINOWSKI, Dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego, który nas oprowadza po schronie. I dodaje, że schron ma powierzchnie 1600 m kw. i składa się z 90 pomieszczeń. Dziś schronem opiekują się nadal konserwatorzy, którzy pełnią w nim 24 godzinne dyżury. Mimo, że schron jest monitorowany i ma swoich opiekunów, nie jest już używany. Wojewoda Zachodniopomorski Tomasz HINC zrezygnował z jego użytkowania, bowiem stał się zbędny. Co się z nim stanie ? Być może w duchu mody na turystykę industrialną i militarną, stanie się kolejnym miejscem zwiedzania, połączonego z edukacją historyczną. Czas pokaże...

 

 

W wycieczkach po ciekawych miejscach uczestniczyli: st. kpr. Marcin KAMIŃSKI i st. szer. Jakub JAKUBOWSKI.

 

Tekst: Marcin KAMIŃSKI, Mariusz PIEPRZKA

Foto: Marcin KAMIŃSKI