Rezerwiści "w kamasze" do Międzyrzecza!

 

https://zzwp-gorzow.pl/images/Rezerwisci-w-kamasze-do-Miedzyrzecza-logo.JPG1 październik, godzina 8:00. Przed jednostką wojskową 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej im. gen. broni Józefa Dowbor - Muśnickiego w Międzyrzeczu, ustawia się tłum ludzi. Mieszkańcy zdezorientowani, niektórzy podchodzą z zaciekawieniem i pytają, co się dzieje, czy to jakaś mobilizacja. Po chwili jeden z żołnierzy zawodowych odpowiada, że to tylko szkolenie żołnierzy rezerwy.

 

 

 

 

 

 

 

 

  

   Po godzinie 9 rano, pierwsi rezerwiści mijają bramę międzyrzeckiej jednostki wojskowej. Na ćwiczenia wezwano ok dwustu żołnierzy różnych specjalności. "- Głównym celem ćwiczeń krótkotrwałych, czyli do trzydziestu dni jest doskonalenie żołnierzy w wykonywaniu zadań na stanowiskach wynikających z nadanego przydziału mobilizacyjnego oraz zgrywanie pododdziałów zgodnie z wojennym przeznaczeniem. To oni na wypadek kryzysu będą wspierać żołnierzy zawodowych” - tłumaczy por. Tomasz KWIATKOWSKI, Oficer Prasowy 17 WBZ. Po wejściu na teren jednostki, rezerwiści odbywają przeszkolenia z zakresu bhp, ppoż., wypełniają niezbędne dokumenty, kończąc na wizycie w magazynie mundurowym w celu pobrania munduru polowego. Ważnym momentem po przybyciu w miejsce zakwaterowania jest apel z dowódcą. Rezerwiści dowiadują się, do jakiej drużyny, plutonu, kompanii, batalionu, zostaną przydzieleni. Osoby przybyłe na ćwiczenia, zostały przydzielone m.in. na Dywizjonu Przeciwlotniczego i 7 Batalionu Strzelców Konnych Wielkopolskich. Ten ostatni stał się domem na 15 dni szkolenia dla trzydziestoosobowego batalionu, który został zakwaterowany w budynku 7 Kompanii Piechoty Zmotoryzowanej, 7 Batalionu Strzelców Konnych Wielkopolskich w Garnizonie Wędrzyńskim. Po sprawach organizacyjnych nastąpiło oficjalne przywitanie. W zastępstwie dowódcy batalionu ppłk Pawła KRZYŻANIAKA, żołnierzy przywitał dowódca 7 Kompanii Pzmot. por. Łukasz RAKOWSKI zapoznając wszystkich z planem szkolenia.

 

   Każdy z uczestników szybko przypomniał sobie czasy swojej zasadniczej służby wojskowej, a wielu z przybyłych odbywało wcześniejsze szkolenie właśnie w 17 Brygadzie Zmechanizowanej. Poranne wstawanie, pobieranie broni, wyjście na taktykę... To wszystko, co już kiedyś robili, a teraz przyszedł czas - po pięciu, dziesięciu, a nawet po dwudziestu latach od swojej służby - na przypomnienie, dawnych czynności i nawyków. Z perspektywy lat, sami żołnierze zauważyli, że wyposażenie osobiste z czasów zasadniczej służby w Wojsku Polskim, a nawet dla niektórych w Ludowym Wojsku Polskim, zmieniło się nie do poznania. Na próżno szukać już wysłużonych kbk AKMS-ów, czyli popularnych Kałasznikowów, dziś zastąpiły je modernizowane karabinki szturmowe Beryl i Mini-Beryl. I to właśnie Beryle były na co dzień przyrządem poznania i pracy rezerwistów. „- Największą zmianą jest chyba... chodzenie. Za czasów „zetki” poruszaliśmy się pieszo i to też się nie zmieniło. Na szczęście już nie chodzi się tyle kilometrów, co kiedyś. Choć widać dużo nowych pojazdów, to nadal najwięcej można zobaczyć polskiej produkcji Starów 266. Każdy z nas przywykł do wygody, ale dzięki cofnięciu się w czasie, można sobie wiele miłych chwil przypomnieć” – z uśmiechem opowiada szer. rez. Marcin GAPSKI.

 

   W planie szkolenia znalazło się spotkanie z wojskowym ratownikiem medycznym, który przy Wozie Ewakuacji Medycznej KTO Rosomak, z użyciem fantomu przypominał zasady udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. Jednak najciekawsze były zajęcia w terenie. Po śniadaniu każdy pobierał broń i wraz z instruktorami udawał się na taktykę. Jak przystało na szkolenie leśne, (na wojnie nie każdy będzie miał farby do maskowania twarzy) instruktorzy uczyli sposobów maskowania przy użyciu przyrody, tego, co nas otacza. „- Dobry żołnierz to niewidoczny żołnierz, dlatego ważne jest umiejętne zakrycie białych elementów twarzy, ciała, i sposób poruszania się - tak, aby nikt nas nie usłyszał. Dziś mamy farby do maskowania twarzy, ale pamiętajmy, że może nam jej zabraknąć i co wtedy”- mówi kpr. Adam GUTKOWSKI, dowódca drużyny Pzmot. Instruktorzy podczas taktyki wymagali również własnego myślenia pod presją, tworząc zasadzki, składające się z dwóch drużyn. „- Każdy musi umieć słuchać swojego dowódcy, ale również myśleć o własnym bezpieczeństwie. Stąd, u żołnierzy trzeba na nowo przypominać zasady, choćby trzymania własnych sektorów ostrzału, aby jeden drugiemu nie mierzył lufą”- przypominał instruktor kpr. Grzegorz CIBOROWSKI, dowódca drużyny PZmot. Dodatkowym utrudnieniem było to, że żołnierze od momentu komendy „Kontakt z prawej!” przemieszczają się biegiem, strzelając do przeciwnika ze ślepej amunicji. Dla każdego uczestnika kursu czas szkolenia był formą doskonalenia, dlatego kadrą prowadzącą są żołnierze zawodowi, choć i rezerwiści muszą czasem dowodzić. Przykładem są tu dublerzy dowódców etatowych. I tak swego dowódcę z pośród kadry rezerwistów Batalion otrzymał st. kpr. pchor. rez. Roberta TRZONKOWSKIEGO. Zgodnie z zasadami w armii dotyczących hierarchii dowodzenia, najwyższy stopniem prowadził. Stąd, na czele kolumny zawsze szedł st. kpr. TRZONOWSKI. Na nim spoczywała odpowiedzialność w wydawaniu poprawnych komend, dlatego wcześniej nie zapomniano o zajęciach musztry grupowej i indywidualnej.         

   

   To, co stanowi o wyjątkowości jednostki, to jej historia i tradycja. Każda ze swoich jednostek ma własną, najczęściej zapisaną w Sali Tradycji. Koszary byłej 15 Wielkopolskiej Brygady Kawalerii Pancernej (rozformowana w 2007 r.) a dziś 17 WBZ, mają swoją Salę Tradycji w sztabie w Międzyrzeczu. Żołnierze chcąc bardziej utożsamić się z historią swoich batalionów, tworzą też własne miejsca pamięci. Stąd, do budynku sztabu 7 Batalionu Strzelców Konnych Wielkopolskich zebrano pamiątki batalionowe. W dwóch pomieszczeniach zgromadzono m.in. naszywki misyjne, dyplomy, umundurowanie, a w miejscu honorowym, cały poczet dowódców. Jest również kącik zadumy i pamięci o tych, którzy zginęli na zagranicznych misjach.

 

   Od lat wiodącą jednostką w Wojskach Lądowych, która testuje najnowsze uzbrojenie jest „Błękitna brygada". Tu w 2005 r. trafiły pierwsze Kołowe Transportery Opancerzone Rosomak, stanowiące dziś podstawowe uzbrojenie jednostki. Rezerwistom, w zależności od nadanego przydziału mobilizacyjnego, przyjdzie służyć na różnym sprzęcie wojskowym. Są tutaj np. dowódcy wozu ewakuacji medycznej i ratownicy medyczni, strzelcy wyborowi, technicy łączności czy kierowcy pojazdów BWP, które z racji przestarzałej konstrukcji są sukcesywnie wycofywane i zastępowane właśnie Rosomakami. Dlatego w planie szkolenia nie zabrakło zapoznania się z tymi pojazdami. Pięciokilometrowa przejażdżka była najciekawsza. Tak mówili żołnierze w przeddzień zakończenia ćwiczeń. „- Sam jestem zawodowym kierowcą, więc to coś innego, ciekawszego, gdy miałem możliwość wsiąść do Rosomaka. Przy okazji miałem możliwość porozmawiania z kierowcą podczas jazdy przez interkom i poznania różnic między moją ciężarówką, a KTO” – podsumowuje szer. rez. Przemysław FUJAK, który odbywał zasadniczą służbę wojskową w 17 Brygadzie Zmechanizowanej, jako celowniczy BWP-1. Między szkoleniami, wyczekiwanym czasem dla rezerwistów były weekendy. Dziś wojsko to "normalny zakład pracy", działający od poniedziałku do piątku. Wyjątkiem są zgrupowania poligonowe. Dlatego mimo krótkotrwałego szkolenia wszyscy czekami na przepustki.

 

   Dobiegł ostatni dzień szkolenia. Czas rozliczeń z pobranego sprzętu i pożegnania z dowódcą. Ostatnia zbiórka przed blokiem - punkt 12:00. Na zbiórce cały pluton. W imieniu dowódcy batalionu listy gratulujące i pamiątki wręczył st. chor. szt. Piotr BARTOSZEK - szef 7 Kompanii. „- Cieszę się, że wszyscy dotrwali do końca cali i zdrowi, nikt nie powiedział, że w wojsku jest łatwo, ale każdy z was miał wcześniej doświadczenie, a armia stawia na zawodowców, jakimi się okazaliście. Mam nadzieję, że to nie pierwsze i nie ostatnie nasze spotkanie, że jeszcze odwiedzicie mury 7 Batalionu”.

 

Tekst: st. kpr. Marcin Kamiński, Mariusz PIEPRZKA

Foto: szer. Agata ORŁOWSKA