„Tajemnice Zbrojne III Rzeszy Niemieckiej”

Z wizytą w fabryce zbrojeniowej w Falkenhagen w Niemczech

 

   https://zzwp-gorzow.pl/images/Tajemnice_zbrojnej_III_Rzeszy_Niemieckiej_logo.jpgChoć od czasu wybuchu II Wojny Światowej minęło niemal 70 lat, wiele tajemnic tamtego okresu nie zostało odkrytych. Szczególnie dotyczących fabryk zbrojeniowych Niemiec. Dokumentacja tych przedsiębiorstw została w większości zniszczona u schyłku wojny, by nie wpadła w ręce Rosjan. Po wojnie wiele obiektów militarnych zostało przejętych przez Wojska Radzieckie, które po wojnie w ramach tworzenia Związku Taktycznego pod nazwą „Układ Warszawski” stacjonowały na terenie odradzających się po wojnie Niemiec Wschodnich. Jednym z nich był kompleks w Falkenhagen, który po wojnie zyskał nowe, nie mniej tajemnicze przeznaczenie.

 

 

          

   Miejsce lokalizacji sprzyjało budowie kompleksu, biorąc pod uwagę tereny zalesione, odległość zabudowań, jednak w bliskości odległości poligonu i miasteczka wojskowego w Wunsdorf, gdzie w latach 50. znajdował się Sztab Grupy Wojsk Radzieckich w Niemieckiej Republice Demokratycznej.

 

   Budowę obiektu o kryptonimie „Muna Ost”- (Amunicja Wschód) rozpoczęto w 1939 roku, pod nadzorem Wojskowego Urzędu ds. uzbrojenia. Fabryka była samowystarczalna, pod względem zasilania elektrycznego i zapotrzebowania wody. Na ziemi powstał zespól budynków koszarowych, magazynowych i bocznica z 15 kilometrowym torem kolejowym.

 

 

    Jednak najważniejszy w całej fabryce był podziemny bunkier produkcyjny, składający się z dwóch podziemnych budowli. Na pierwszym poziomie wybudowano 200 metrowy tunel kolejowy z podziemną rampą, a wjazdy z oby stron zamaskowano budynkami, udającymi szopy. Na najniższym, czwartym poziomie, umieszczono 64 pomieszczenia magazynowe. W każdym miano przechowywać żelazny pojemnik o wadze 2,5 ton i zawierający tonę wyprodukowanej substancji. Poziom trzeci mieścił trzy zbiorniki wodne. Ważnym pytaniem pozostaje dlaczego fabrykę zlokalizowano pod ziemią. Chodziło o maksymalne utajnienie działalności i specyfikę produkowanej substancji. Był to trifluorek chloru, bezbarwny gaz, któremu nadano nazwę „N-Stoff” czyli Materiał N. Sam gaz był silnie toksyczny, podrażniał drogi oddechowe, powodował poparzenia na skórze i ślepotę. Produkt musiał spełniać surowe normy produkcji i przechowywania. Trujący gaz wrzał już w temperaturze 12 stopni Celsjusza. Komory magazynowe musiały zapewnić temperaturę przechowywania nie wyższą niż 6 stopni Celsjusza. Ponadto gaz był łatwopalny. W momencie jego zapłonu osiągał temperaturę nawet 2500 stopni Celsjusza! Dlatego, budując obiekt pomyślano o zabezpieczeniu go przed ewentualnym pożarem, który przy tak wysokiej temperaturze mógł wypalić nie tylko metal, ale i beton. Gdyby jednak do pożaru doszło, najniższy poziom magazynowy mógł być w błyskawicznie zalany wodą. Dodatkowo działała bardzo wydajna instalacja wentylacyjna, zapobiegająca zatruciu załogi oparami i błyskawicznie oddymiająca podziemia po zgaszeniu ognia. Dodatkowo, każde pomieszczenie, a nawet półpiętra, posiadały liczne kanały wentylacyjne. Dla wydatnej wymiany powietrza w podziemiach zbudowano trzy wieże wentylacyjne. Po wybudowaniu fabryki, dobudowano dodatkowo 100 metrowy tunel wentylacyjny, zakończony dodatkową wieżą, gdyż założenia projektowe okazały się niewystarczające.

 

 

 

   Gdzie planowano zastosować wyprodukowany gaz ? Mógł być stosowany w konwencjonalnej amunicji zawierającej trifluorek jako gaz bojowy lub w bombach zapalających, w celu podniesienia temperatury spalania. Ciekawostką pozostaje pomysł uzbrojenia torpedy w gaz, jako systemu napędowego, niewidocznego na wodzie.

 

   Mimo krótkiego okresu budowy, zakład osiągnął moc produkcyjną dopiero pod koniec II Wojny Światowej. Jesienią 1944 roku udało się wyprodukować od 30 do 50 ton, co stanowiło zaledwie część zdolności produkcyjnych kompleksu - 90 ton miesięcznie. Co ważne wyprodukowany gaz nigdy nie został użyty, a jego powojenne miejsce przetrzymywania jest nie znane. Być może spoczywa na dnie Bałtyku, gdzie po wojnie zrzucano do wody różne gazy bojowe.

 

   O tym, że III Rzesza chciała posiadać znaczące ilości gazu, w celu odstraszania wroga, świadczy fakt podjęcia decyzji w 1943 roku budowy kolejnego kompleksu, który miał produkować znacznie potężniejszy gaz – Sarin. Budowę zarządził sam Albert Speer - Minister Uzbrojenia i Amunicji III Rzeszy. Prace budowlane zlecono Koncernowi IG Farben (dziś znany jako BASF) - największemu przedsiębiorstwu chemicznemu w ówczesnych Niemczech. Fabryka o nazwie "Sarin II" nie została ukończona, wobec czego nie zdołano uruchomić tam produkcji śmiercionośnego związku chemicznego o działaniu paraliżująco - drgawkowym.

 

 

   W lutym 1945 roku, kiedy na teren „1000 - letniej” Rzeszy zbliżali się Rosjanie, decyzją Kanclerza Adolfa Hitlera wszystkie gazy bojowe i tajne bronie musiały zostać zniszczone, aby nie wpadły w ręce wroga. Liczne pociągi wywoziły to, co można było zdemontować zniszczyć lub ukryć. Miesiąc po decyzji ewakuacji fabryki nastąpił nalot alianckich bombowców, nie powodujący znaczących zniszczeń. Straty były na tyle niewielkie, że kompleks w ostatnich dniach wojny odegrał jeszcze jedną ważną rolę, jako miejsce dowodzenia wojskami broniącymi Odry.

 

Pod koniec kwietnia 1945 r., kiedy to tereny fabryki zostały przejęte przez sowietów, rozpoczął się nowy etap tajnej historii.

 

 

Po fabryczne Sowieckie Centrum Łączności Układu Warszawskiego

 

   Po przejęciu terenów niemieckich przez armię czerwoną, w fabryce trwał okres demontażu wszystkiego co może się przydać w Związku Radzieckim. Demontowało praktycznie wszystko, nawet kompletne przyłącze kolejowe z linii Frankfurt-Berlin. Szczegóły nie są znane, bowiem brak dostępu do dokumentacji na ten temat (o ile jeszcze istnieje). Do dziś widać, że w niektórych pomieszczeniach były nawet wyburzane ściany, w celu umożliwienia demontażu i wywiezienia czegoś dużego.

 

   Pofabryczne budynki naziemne zostały przebudowane na warsztaty Pod koniec 1959 roku nad całym terenem wprowadzono zakaz lotów samolotów, a w pobliżu obiektów zakaz poruszania się cywilom. Powód był jeden: bunkier wraz z obiektami naziemnymi przemianowano na punkt dowodzenia Układu Warszawskiego pod nazwą „Militarsiedlung Nr 1” (Wojskowe Osiedle nr 1).

 

   Dawny bunkier przemysłowy postanowiono dostosować do wymogów wojny nuklearnej. Tunel kolejowy, czyli główne wejście, przebudowano na dwupoziomowy system śluz ABC, czyli chroniących przed zagrożeniem atomowym, biologicznym i chemicznym. Co ciekawe większość śluz z masywnymi drzwiami nie zostało rozkradzionych. Tak jak w każdym obiekcie przeciwatomowym wybudowano pomieszczenie do kwarantanny, wraz z prysznicami do dezynfekcji, przez które każdy z zewnątrz musiał przejść, aby dostać się do wnętrza bunkra. Pierwszy poziom zajęła obsługa obiektu. Sypialne ulokowano w długim korytarzu montując na ścianach podwieszane łóżka (podobnie jak w dawnym bunkrze łączności kompleksu Zossen). Tu zainstalowano także zbiorniki na wodę i olej napędowy oraz butle ze sprężonym powietrzem. Na drugim podziemnym poziomie powstało centrum dowodzenia i lokalne mieszkalne dla dowódcy i jego zastępcy. Aby zakwaterować obsługę centrum dowodzenia pomieszczenia służące do przechowywania środków bojowych zamieniono w biura i pokoje mieszkalne. Trzeci poziom zajęło centrum komunikacji, generatory rezerwowe i pomieszczenia biurowe. Przebudowy również wymagały trzy wieże, które musiały posiadać systemy ostrzegania przed skażeniem, a systemy wentylacji zamieniono na klimatyzację. „- Sama przebudowa trwała aż do końca istnienia Związku Radzieckiego i była prowadzona bez planów. Przykład ? Zachowane w archiwach wycinki pokazują schemat pomieszczeń, który całkowicie nie pasuje do stanu obecnego” – opowiada Piotr KAWIAK, który kompleks penetruje od marca 2019 roku „W całym obiekcie można się łatwo pogubić ze względu na fakt, że jest tu blisko 400 pomieszczeń, liczne korytarze i wiele klatek schodowych”.

 

 

   W latach 70. i 80. powstały budynki mieszkalne. Wówczas do kompleksu dobudowano całą infrastrukturę urbanistyczną, np. kino, szkołę, salę gimnastyczną z boiskiem. O wygodach jakie tu mieli żołnierze, świadczy jeden z budynków, mieszący basen kąpielowy i banię, czyli rosyjską saunę.

 

 

   Wraz z upadkiem ZSSR od 1989 r. ponownie rozpoczął się okres wywożenia wcześniej zainstalowanego tu wyposażenia łączności. Okres wywożenia trwał aż trzy lata , do 1992 roku, kiedy cały teren przekazano władzom Republiki Federalnej Niemiec. 

 

 

   Zwiedzając cały bunkier dziwi dlaczego tyle wyposażenia głównie pancernych drzwi zostało i nie zakończyły żywota ma złomowisku, jak to ma miejsce w powojskowych obiektach w Polsce. Powód był prosty. O kompleksie zapomniano aż do 2001 roku, kiedy został przekazany w ręce prywatne. Obecnie na powierzchni mieści się największe w Europie pole do gry w ASG. 

 

Autor tekstu pragnie podziękować Piotrowi KAWIAKOWI za oprowadzenie po kompleksie oraz za udostępnienie materiałów, bez którego byłoby nie możliwe napisanie artykułu. 

 

Tekst: Marcin KAMIŃSKI na podstawie materiałów Piotra KAWIAKA

Foto: Marcin KAMIŃŚKI