Ratują statki i okręty Marynarki Wojennej od zapomnienia

https://zzwp-gorzow.pl/images/Ratuja_statki_i_okrety_Marynarki_Wojennej_od_zapomnienia_logo.jpgW czasach, gdy Polska była drugą potęgą militarną w Układzie Warszawskim, tak jak pozostali sojusznicy pojazdy, okręty i samoloty pozyskiwane były od Związku Socjalistycznego Republiki Radzieckiej. To ona zaraz po NATO była największym zbrojnym związkiem taktycznym. Po jego rozpadzie większość Państw przystąpiła do Paktu Północno-atlantyckiego jednocześnie korzystając z zachodniego sprzętu wojskowego. Mimo upływu kilkunastu lat od rozpadu sprzęt poradziecki dalej jest wykorzystywany, bowiem mimo przestarzałej konstrukcji był produkowany na masową skalę.

 

Dziś jest sukcesywnie wycofywany w Polskiej armii, co daje szansę osobą prywatnym zakupu takiego sprzętu. Bowiem z jednostki wojskowej trafia on do Agencji Mienia Wojskowego a następnie na cywilną sprzedaż.

 

 

 

Jak mówią sami pracownicy Agencji Mienia Wojskowego popyt na poradziecki sprzęt jest duży, bowiem za stosunkowo nie wielką kwotę można kupić np. BRDM czy URAL-a. Kto najczęściej kupuje taki sprzęt ? Pasjonaci militariów. Pod młotek idzie praktycznie wszystko od pojazdów, samolotów po okręty.

 

Jednym z nabywców statków i okrętów Marynarki Wojennej jest Rafał HUDZIAK, który w swojej kolekcji oprócz holownika MW ma unikat: Kuter zwalczania okrętów podwodnych. To jedyny okręt wojenny, który po opuszczeniu bandery dalej pływa tylko dla cywili.

 

Historia tego okrętu jest ciekawa. Okręt służył w Marynarce Wojennej w latach 1982- 2005 w 16 Dywizjonie Kutrów Zwalczania Okrętów, które stacjonowały w Kołobrzegu, po przeciwnej stronie latarni morskiej. Kuter z numerem bocznym 172 był uzbrojony w 1 podwójnie sprzężoną armatę 23 mm (wróbel) oraz 2 wyrzutnie torped 533 mm do zwalczania okrętów. „Nasza przygoda z tym okrętem rozpoczęła się w 2006 roku, kiedy zdecydowano o rozformowaniu portu wojennego pomagałem w zezłomowaniu niektórych. Wówczas wpadłem na pomysł, skoro mam statki turystyczne, czemu nie kupić okrętu wojennego, aby uratować go od zezłomowania a jednocześnie zrobić z tego atrakcję turystyczną. Nie obyło się bez przebudowy, bo trzeba było dostosować okręt do wymogów białej floty, przez co statek musiał zostać skrócony o 3,5 metra, ale wszystko odbyło się z zachowaniem oryginalnego wyglądu” – opowiada Rafał HUDZIAK. „Gdy pełnił służbę osiągał prędkość 28 węzłów, ale ze względów ekonomicznych musieliśmy wymienić 3 silniki na mniej paliwożerne i obecnie możemy płynąć 8 węzłów. Wnętrze, czyli kuchnie, pomieszczenia socjalne i serce statku- maszynownia została praktycznie oryginalna, o czym świadczą tabliczki w języku Rosyjskim” – dodaje właściciel oprowadzając turystów po statku podczas rejsu po Bałtyku.

 

 

 

To, co stanowi o wyjątkowości statku to również załoga, w której jest były dowódca działu elektro-mechanicznego 172-ki chor. szt. MW Eugeniusz WLAŹLAK, związany ze statkiem od samego początku. Był podczas zwodowania, jako okręt MW aż do jego wycofania ze służby a od 2010 roku po remoncie w Stoczni Darłowo dalej jest elektrykiem okrętowym.

 

Kutry zwalczania okrętów podwodnych to konstrukcja Radziecka z lat 60- tych, która zastąpiła ścigacze okrętów podwodnych. W Polsce pojawiły się w latach 70- tych oznaczone, jako projekt 918M a w kodzie NATO: Pilica. Z uzbrojenia Marynarki Wojennej zostały zdjęte w 2006 roku.

 

Moment pożegnania z kutrami pamięta Robert DZIEMBA, który robił zdjęcia podczas uroczystości opuszczenia bandery z ostatnich 3 kutrów, jednocześnie będąc światkiem zakończenia historii portu Wojennego w Kołobrzegu. „Pamiętam uroczystość jak dziś, bo to było ważne, choć smutne wydarzenie. 24 marca 2005 roku zdjęto banderę z trzech jednostek o numerach: 169, 173 i 175 a statki przez pewien czas czekały na zezłomowanie w basenie portu Marynarki Wojennej. Dobrze, że znalazła się osoba, która uratowała jeden z nich” – dodaje Robert DZIEMBA- pracownik Muzeum Oręża Polskiego i prowadzący portal o historii miasta: www.twierdzakołobrzeg.pl.

 

 

 

W sezonie letnim każdy turysta odwiedzający port przy latarni może wejść na pokład 172-ki, bowiem taki nosi numer na nadbudówce. Rejs rozpoczyna się wypłynięciem z kanału portowego obierając kierunek na pełne morze. Wówczas można wejść pod pokład, nawet przez chwilę poprowadzić ster pod czujnym okiem kapitana kończąc na nadbudówce.

 

Okręt turystycznie pływa od 15 kwietnia do 15 października.

 

 

Pasję do ratowania wojennej floty mają nie tylko osoby prywatne, również Muzea. Dobrym przykładem kontynuacji tradycji Marynarki Wojennej jest Skansen Morski będący filią Muzeum Oręża Polskiego, który został otwarty w sierpniu 2013 roku. Dzięki staraniom muzealników oraz Ministerstwa Obrony Narodowej i Straży Granicznej udało się pozyskać dwa okręty: ORP Władysławowo i ORP Fala.

 

Jako pierwszy do skansenu po wycofaniu ze służby w Straży Granicznej w 1996 roku został przekazany ORP Fala. Był to polski okręt patrolowy projektu 912 o oznaczeniu NATO: Obluze. Do służby w Straży Granicznej w Kołobrzegu wszedł w 1991 roku, wcześniej pływał w Wojskach Ochrony Pogranicza z zadaniem patrolowania wybrzeża oraz poszukiwania, śledzenia i niszczenia okrętów podwodnych. Jego wyposażenie bojowe stanowiły: 2 podwójne armaty 30 mm, 12 bomb głębinowych umieszczonych na dwóch wyrzutniach oraz sonar stacji akustycznej.

 

Jest to znacznie większa klasa okrętu od opisanego wyżej.  Swoją służbę zakończył w 1996 roku. Aby uchronić go od zezłomowania został przekazany do Muzeum Oręża Polskiego. Początkowo przez jakiś czas stał na wodzie przy nabrzeżu remontowym obok Reduty Solnej, lecz ze względów finansowych w 2012 roku został wyciągnięty z wody i ustawiony na lądzie w utworzonym morskim skansenie.

 

Drugim okrętem pozyskanym i uratowanym jest ORP Władysławowo, kuter rakietowy radzieckiego projektu 205 o oznaczeniu NATO: Osa1. Do służby wszedł 13 listopada 1975 roku i praktycznie cały swój okres spędził w strukturach 3 Flotylli Obrony Wybrzeża w Gdyni. 31 marca 2006 roku zdjęto go z ewidencji okrętów jednak jeden egzemplarz postanowiono zachować a resztę (12) zezłomować. W 2010 roku popłynął w swą ostatnią drogę, choć na holu do Kołobrzegu i tak jak ORP Fala został wyciągnięty na brzeg. Jego wyposażenie stanowiły 4 wyrzutnie przeciwskrętowych kierowanych pocisków rakietowych mające zasięg do 40 km, 1 wyrzutnia przeciwlotniczych kierowanych pocisków rakietowych oraz dwie armaty 30 mm. To, co odróżnia „Władysławowo” od reszty opisanych to fakt, że nie można było obejść nadbudówki burtami, bowiem znajdowały się na bokach hangary na rakiety.

 

 

 

Warto udając się nad polskie wybrzeże, podczas wizyty w Kołobrzegu na chwilę zatrzymać się w porcie przy latarni, po czym odwiedzić Skansen Morski, aby poznać historię a przede wszystkim zwiedzić Okręty, co ważne ocalone od zniszczenia.

 

 

Tekst: st. kpr. Marcin KAMIŃSKI

Foto: st. kpr. Marcin KAMIŃSKI, Mariusz PIEPRZKA

Foto archiwalne: Piotr DZIEMBA na podstawie portalu www.twierdzakolobrzeg.pl, wikipedia.org