Podziemne tajemnice miasta Łodzi

Wizyta w schronach i miejscach pamięci

 

https://zzwp-gorzow.pl/images/Podziemne_tajemnice_miasta_Lodzi_63.jpgWiele jest miast, które mają ciekawą historię i bogate zabytki architektoniczne. Mimo wybuchu II Wojny Światowej większość z nich uległa zniszczeniu, co spowodowało wielką stratę w dobrach kultury. Po wojnie były odbudowane jednak nie jest to już ten sam obiekt historyczny a jedynie wierne kopie. To, czego nie można odbudować to historię miejsc nie kiedy bardzo ciekawą, ale i tragiczną. Przykładów może być dużo, choćby Warszawa, które zostało zniszczone niemal całkowicie w akcie zemsty Hitlerowskich Niemiec.

 

Miasto Łódź również ma swoją mroczną historię okupioną wieloma ofiarami głównie ludności cywilnej za sprawą Hitlerowskiego terroru. Jako miasto 3 nacji etnicznej: Polskiej, Żydowskiej i Niemieckiej stało się miejscem napiętnowania jego mieszkańców za czasów okupacji niemieckiej. Dziś po tamtych miejscach pozostały tylko nie liczne ślady, które mogą ulec zatarciu, jeżeli sami nie będziemy o nie dbali.

 

Po ostatniej wizycie w Gdyni i Gdańsku zapraszam do stolicy wielkich fabryk.

 

 

 

Miasto fabryk

 

Początki powstawania fabryk w Łodzi sięgają XX wieku, kiedy to dekretem Sejmu Królestwa Polskiego miasto zostało zaliczone do Kalisko- Mazowieckiego Okręgu Przemysłowego. Dzięki sprzyjającej gospodarce w tamtym okresie, jak również powstawaniu licznych banków na terenie samego miasta powstało wiele fabryk produkujących dla przemysłu włókienniczego, elektromaszynowego, chemicznego czy skórzano-obuwniczego. Jedną z największych łódzkich fabryk można było zaliczyć m.in. fabrykę Izraela POZNAŃSKIEGO.

 

Projektantem był polski architekt Hilary MAJEWSKI, który na zlecenie Izraela POZNAŃSKIEGO- przedsiębiorcy łódzkiego pochodzenia żydowskiego nazywanym potocznie „królem bawełny”, zaprojektował w latach 1872-92 duży kompleks produkcyjny. O jego wielkości świadczy ulokowanie na obszarze 30 hektarów tkalni, przędzalni, drukarni tkanin a nawet budynków mieszkalnych dla robotników. Cechą charakterystyczną a za razem wizytówką fabryki była i „nadal” jest pięciokondygnacyjna przędzalnia z czerwonej cegły- dziś zaadaptowana na hotel.

 

Od momentu powstania aż do przemian politycznych w współczesnej Polsce fabryka produkowana bawełnę aż do jej upadku. Końcem produkcji były lata 90-te XX wieku. Wówczas podzieliła los wszystkich dużych rodzinnych przedsiębiorstw, co niestety można do dziś zobaczyć spacerując ulicami miasta. W 2003 roku pojawiła się nadzieja na nowe życie tego miejsca otwierając swój nowy żywot w XXI wieku.

 

Francuska firma za sprawą Cypriana KOSIŃSKIEGO- polskiego inżyniera- chemika mieszkającego na stałe w Szwajcarii, rozpoczęła nowy okres działalności budynków tworząc na jej miejscu Centrum Handlowe- Manufaktura. Co ważne- w uzgodnieniu z konserwatorem zabytków pozostawiono większość zabytkowych hal przystosowując je do nowej roli. Na dużą pochwałę należy się pozostawienie formy przemysłowej wnętrz czy elewacji nawiązując do jej dawnej historii.

 

Tak po kilku latach 17 maja 2006 roku otwarto Łódzką Manufakturę.

 

Wchodząc na jej teren mijamy wyjątkową bramę z zegarem, którą niegdyś wchodzili robotnicy do swojej fabryki. Dalej idąc widzimy stare budynki wtopione w nowoczesne wnętrza znanych sklepów. Ważnym miejscem Centrum jest dziś centralny plac zwany „rynkiem włókniarek łódzkich”. Tu odbywają się liczne imprezy kulturalno-rozrywkowe. Ciekawostką jest zbudowana obok najdłuższa w Europie fontanna podświetlona w nocy licznymi kolorami.

 

 

O tym, że Manufaktura nawiązuje do swojej przeszłości świadczy Muzeum Fabryki umiejscowione w budynku dawnej wykończalni, czyli miejscu skąd opuszczały gotowe tkaniny do sprzedaży. Dzięki temu daje możliwość cofnięcia się w czasie i poznania miejsca, ludzi, którzy tu pracowali i stanowili serce fabryki. Dlatego na wystawie znajdziemy wiele eksponatów związanych z pracownikami. Są tu m.in. sztandary, zdjęcia ludzi na swoich stanowiskach podczas wytwarzania bawełny w przędzę oraz stare maszyny.

 

„Warto było przyjść odwiedzić muzeum, bo to ciekawe miejsce, każdy powinien znać historię swojego miasta. W dodatku każdy z nas odwiedza sklepy, aby zrobić zakupy, więc jest to dobra wymówka, aby odwiedzić muzeum” – mówi mieszkanka Warszawy, która przyjechała do znajomych z Warszawy i postanowiła zajrzeć do Manufaktury.

 

Wieczorem warto pokonać dodatkowe schody (po wizycie w muzeum) na taras widokowy, aby podziwiać podświetlony kompleks Usługowy Manufaktury.

 

 

Jak przystało na właściciela fabryki w pobliżu wybudowano, spójny z kompleksem fabrycznym pałac zwany przez mieszkańców „łódzkim Luwrem”. Poznański w 1877 roku kupił piętrowy dom z zabudowaniami gospodarczymi. Warto wspomnieć, że zanim obiekt stał się typową rezydencją, pierwotnie został zaprojektowany, jako reprezentacyjno- handlowy z częścią mieszkalną. Obecny wygląd w stylu neobarokowym zyskał podczas przebudowy zakończonej w 1903. W części reprezentacyjnej na pierwszym piętrze nad kopułą znalazła się m.in. jadalnia w stylu barokowym i sala balowa oraz liczne saloniki. Pomieszczenia biurowe z kolei urządzono na parterze. Dla gości przeznaczono pomieszczenia w skrzydle bocznym, gdzie znalazł się przykryty kopułą ogród zimowy. Właściciele swoją rezydencję opuścili w okresie I Wojny Światowej i już do niej nie wrócili. Pałac w latach 30- tych stał się siedzibą Urzędu Wojewódzkiego a po zajęciu Polski przez III Rzeszę siedzibą Niemieckiego Zarządu Cywilnego. Po wojnie ponownie w siedzibie ulokowano Urząd Wojewódzki a następnie Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej. Obecnie od 1975 roku część rezydencji jest siedzibą Muzeum Historii Miasta Łodzi.

 

 

 

Pomniki miejscami pamięci o zagładzie ludności

 

Wraz z zajęciem terytorium Polski przez III Rzesze w wyniku wybuchu II Wojny Światowej w całym kraju nastał czas terroru i napiętnowania mieszkańców, w szczególności społeczności żydowskiej. Ludność niepasująca do wizji czysto aryjskiego narodu naczelnego wodza III Rzeszy Adolfa HITLERA wysyłano do obozów śmierci celem zgładzenia. W całym kraju zaczęto tworzyć niemieckie obozy dla ludności głównie polskiej i żydowskiej jak również Getta- miejsca zamknięte w mieście. Tak też się stało w Łodzi, gdy dekretem władz niemieckich miasto polskie zamieniono na niemiecki Litzmannstadt.

 

Łódzkie getto, czyli miejsce izolacji ludności żydowskiej utworzono 8 lutego 1940 roku w dzielnicy Bałuty. Oddzielone wysokim murem było zamknięte dla reszty mieszkańców. Aby umożliwić komunikację pieszą i drogową z miastem nad częścią zamkniętą wybudowano kładki piesze. Niemcy w getcie zamknęli około 200 tysięcy mieszkańców żydowskich- początkowo tylko mieszkańców miasta a następnie zwożąc z innych okupowanych państw. Każdy, kto chciał wydostać się stąd był rozstrzeliwany przez hitlerowskich wartowników.

 

Do terenów getta przynależała stacja towarowa Radegast z torem kolejowym oraz budynkiem magazynowym. Stąd dostarczano koleją żywność dla przetrzymywanych. Od stycznia 1942 roku z tego miejsca wywożono ludność do Obozu Koncentracyjnego Kulmhof w Chełmnie oraz Auschwitz-Birkenau.

 

Likwidacja Getta miała miejsce od 23 czerwca do sierpnia 1944 roku, gdy ze stacji towarowej wyjechał ostatni transport ludzi.

 

Dziś zachowana stacja pełni rolę miejsca pamięci i edukacji o Hitlerowskim Systemie Terroru, jako Oddział Muzeum Tradycji Niepodległościowych. W budynku magazynowym można zobaczyć wierną makietę całego getta z granicami ulic z maja 1942 roku, listy przewozowe z nazwiskami ofiar zagłady oraz oryginalną walizkę rodziny SCHWARZ- przesiedlonych do Getta.

 

 

Hitlerowskim terrorem nie były objęte tylko osoby dorosłe. W 1942 roku, gdy getto stało się wielkim obozem pracy, z ludności cywilnej oddzielono dzieci do lat 10-ciu oraz starców i chorych. Ostatnich zgładzono a dla dzieci założono Obóz Prewencyjny dla młodych Polaków Policji Bezpieczeństwa. Zajmował obszar wydzielony z wcześniej zamkniętego terenu, przylegając z jednej strony do cmentarza żydowskiego. Przeznaczony był dla dzieci i młodzieży polskiej od 6 do 16 roku życia. W przeciwieństwie do innych obozów nie miał za zadanie eksterminować. W obozie dzieci zmuszano do pracy przy produkcji np. pasków do masek przeciwgazowych czy pasków skórzanych do plecaków. Każdy, kto nie wyrobił dziennej normy spotykała kara, a mogła być nawet za wszystko. „Z opowiadań wiemy na pewno o apelach karnych organizowanych dokoła gruszy zwanej przez dzieci „krwawą gruszą” ze względu na to, że wiele z nich było tam zakatowanych. Dzieci musiały skakać żabkami wokół gruszy i te, które straciły równowagę z braku sił były katowane nie kiedy aż do śmierci” – mówi mieszkanka Łodzi.

 

Kto trafiał do obozu? Głównie dzieci, które zostawały bez rodziców, za drobne kradzieże, ale również za „wałęsanie” się po ulicy. Władze niemieckie same decydowały, kogo tu skierować. Warunki jak w każdym obozie były złe głównie z przyczyn higienicznych- łaźnie znajdowały się na powietrzu a racje żywnościowe były głodowe. Dzieci, które trafiały na izbę chorych były pozbawiane połowy racji żywieniowej albo nie otrzymywały ich wcale.

 

Obóz funkcjonował do końca okupacji niemieckiej, czyli do 19 stycznia 1945 roku. Po wyzwoleniu starsze dzieci o swoich siłach wróciły do swoich domów, do rodzin. Część młodszych dzieci nie mając gdzie wrócić, powróciła samowolnie do obozu. Później zostały zabrane przez organizacje opiekuńcze.

 

Dziś po tym smutnym miejscu niema śladu. Budynki głównie drewniane zostały rozebrane a na ich terenie na początku lat 50-tych powstały bloki mieszkalne. Przypominającym miejscem o tych niewinnych dzieciach jest Pomnik Martyrologii Dzieci stojący w pobliskim Parku im. Szarych Szeregów. „Przyznam sam, jako dziennikarz odwiedzający wiele miejsc pamięci podchodząc przed pomnik nie udało się uronić łzy czytając tabliczkę pamiątkową przy pomniku i składając kwiatek w geście pamięci o najmłodszych” – mówi Marcin KAMIŃSKI- autor tekstu.

 

 

Tym, którzy przeżyli Łódzkie Getto społeczeństwo postawiło ufundować tablicę pamiątkowe z nazwiskami osób ocalałych z holokaustu w Parku Ocalałych. Pomysłodawczynią utworzenia miejsca była Halina ELCZEWSKA- ocalała więźniarka Auschwitz i Ravensbruck.

 

 

Wracając ze spaceru po byłym getcie warto na koniec zajść do głównej siedziby Muzeum Tradycji Niepodległościowych, mieszczącej się w dawnym Carskim więzieniu. Wystawa na parterze przedstawia wygląd cel, w których przetrzymywano „politycznych”. Budynek został zbudowany w latach 1883-85 i był użytkowany aż do końca połowy XX wieku.

 

 

 

Ocalić schron od zapomnienia

 

Wciąż jest wiele zabytków niedostrzeganych przez ludzi. Nie każdy zabytkowy obiekt musi posiadać bogatą architekturę lub zostać zbudowany dawno temu. Są też zabytki bardziej współczesne, które niestety często nie są eksponowane. Przykładem mogą być betonowe obiekty obronne z czasów II Wojny Światowej. Choć nie posiadają bogatego wystroju czy elewacji, bo często są to tylko betonowe ściany, stanowią również historię przeszłości. Często zapomniane, zasypane czekają na swoje odkrycie nie kiedy 60- lat po wojnie.

Na szczęście są ludzie z pasją do militariów, historii wojennej chcących w nie tchnąć nowe życie. Tak też się stało ze schronem amunicyjnym z 1937 roku w dzielnicy Brus za sprawą wolontariuszy z Łódzkiego Stowarzyszenia Miłośników Militariów „Kompania Brus”, który od 2014 jest systematycznie zagospodarowany na cele historyczne. „Naszą ideą tego miejsca jest krzewienie postaw patriotycznych, stawiamy na edukację historyczną i kulturalną oraz integrowanie mieszkańców naszego miasta z historią”- opowiada Magdalena KAMIŃSKA- vice-prezes Łódzkiego Stowarzyszenia Miłośników Militariów.

 

 

Bunkier przez lata był zasypany śmieciami, a nawet podpalony. Dzięki ludziom z zamiłowania do militariów spędzają tu wolny czas na remontowaniu i urządzaniu wnętrz pozyskując pamiątki z okresu II wojny Światowej. Na powierzchni 180 m kw. można zobaczyć w pomieszczeniach np. rekonstrukcję wojskowego szpitala, salę Obrony Cywilnej z łącznicami telefonicznymi i planami OC czy pamiątki wydobyte z pobliskiego poligonu wojskowego jak łuski, pociski a nawet hełmy niemieckie. Jest też miejsce poświęcone lokalnej historii- pamięci dzieci z obozu dla najmłodszych przy ulicy Przemysłowej. „To zapomniana niestety historia naszego miasta i godna upamiętnienia, dlatego postanowiliśmy przypomnieć tamte chwile. Chcemy również zrobić tablicę pamiątkową, aby postawić ją na terenie byłego obozu dla dzieci” – dodaje Magdalena KAMIŃSKA. Ważnym miejscem w schronie jest sala poświęcona działającemu na terenie miasta kpt. Stanisławowi SOJCZYŃSKIEMU- żołnierzowi Armii Krajowej.

 

Schron dziś jest miejscem spotkań kombatantów, a także licznych pikników.

 

 

 

Zabytkowym tramwajem po mieście

 

Wracając ze zwiedzania schronu na Brusie warto przejść na drugą stronę ulicy Konstantynowskiej, aby zatrzymać się przy dawnej zajezdni tramwajowej nr 4 prowadzonej przez Klub Miłośników Starych Tramwajów przy współpracy z Miastem i Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym w Łodzi. Tu czas zatrzymał się w miejscu, dzięki czemu możemy zobaczyć jak na przestrzeni lat rozwijała się łódzka komunikacja miejska a historią sięga 1898 roku.

 

Zwiedzanie rozpoczyna się od wizyty w dawnej dyspozytorni. W salach ekspozycyjnych możemy zobaczyć dawne sygnalizatory i tablice świetlne z nazwami ulic, symulator jazdy tramwajem, wszystkie rodzaje kasowników do biletów czy elektroniczną tablicę z naniesionymi liniami tramwajowymi wraz z komunikatami.

 

To, co najciekawsze na zwiedzających czeka w hali postojowo-remontowej. Tu można zobaczyć oprócz zabytkowych tramwajów: Herbrand VNB-125 z 1898 r., Sanok Sn1 z 1929 r. oraz tych najbardziej popularnych w całym kraju: Konstal 803N z 1973 r. Łącznie można tu zobaczyć 29 rodzajów tramwajów a co ważne wsiąść do środka a nawet do kabiny motorniczego.

 

 

Za sprawą ludzi z pasji do tramwajów, tu odbudowuje się zabytkowe pojazdy. „Wszystko odbywa się własnymi siłami wolontariuszy z własnych środków finansowych, stąd rekonstrukcja trwa bardzo długo. Przykładowo koszt odbudowy zabytkowego tramwaju potrafi przekroczyć ok 1 mln złotych" - wyjaśnia Konrad PALUSIŃSKI- Prezes Klubu Miłośników Starych Tramwajów. Z zajezdni po remoncie wyjechał już jeden tramwaj. Najciekawszym eksponatem a raczej eksperymentem motoryzacyjnym jest maluch z zainstalowanym pługiem do odśnieżania zajezdni.

 

Ciekawą inicjatywą miłośników komunikacji było uruchomienie w 2003 roku przy współpracy z MPK Łódź wakacyjnej Linii Turystycznej zabytkowym zestawem tramwaju 5N.

 

Uzupełnieniem kolekcji są autobusy: Autosan H9-20, Jelcz 272 MEX, Ikarus 260.04 i przegubowy 280.70 E oraz Jelcz PR100 Berliet.

 

 

 

Elektrociepłownia miejscem strategicznym

 

Wraz z rozwojem miast i postępem technologicznym pod koniec lat 80-tych XIX wieku w większych aglomeracjach miejskich zaczęła pojawiać się elektryczność. Odchodzono powoli od lamp gazowych. Aby sprostać ciągłym za potrzebowaniom mieszkańców oraz fabryk zaczęto budować pierwsze elektrownie. W mieście, jako najstarsza powstała w grudniu 1898 roku na terenie zajezdni tramwajowej, co zapoczątkowało elektryfikacją tramwajów. Chcąc rozwijać miasto władze w 1900 roku wydały koncesję niemieckiej firmie Siemens & Halskie, która odstąpiła pozwolenie na budowę Towarzystwu Elektrycznego Oświetlenia i to oni rozpoczęli budowę najstarszej do dziś Łódzkiej elektrowni. Budowę rozpoczęto w latach 1906-1907 przy ulicy Targowej umieszczając w jej wnętrzu 4 turbozespoły o łącznej mocy 6000 kw. Początkowo zaopatrywała duże fabryki, kamienice prefabrykatów a w późniejszym okresie również ulice. Dla przykładu w latach 1913-14 łódzkie ulice oświetlało 163 lampy elektryczne. Okres I Wojny Światowej to czas zmniejszenia znaczenia elektrowni, bowiem większość miedzi a z tego wytwarzano kable wykopywano w celu odzysku. Elektrownia pracowała nieprzerwanie aż do jej wyłączenia w 2001 roku. Głównym powodem jej wyłączenia był fakt, że była przestarzała, choć właściwsze słowo to zabytkowa.

 

Po jej wyłączeniu 15 maja 2008 roku decyzją władz miasta budynki zostały przeznaczone do rewitalizacji tworząc z niej instytucję „EC1 Łódź Miasto Kultury. Ciekawą pamiątką po latach świetności EC-1 są stare zdjęcia pokazujące prace w Elektrociepłowni.

 

 

Aby sprostać zapotrzebowaniu ludności oprócz elektrowni przy ulicy Targowej- późniejsza nazwa to EC1, w 1948 roku powstała koncepcja budowy kolejnych: EC-2, EC-3 i EC-4. Ważnym momentem w historii było przekształcenie Elektrowni w Elektrociepłownie, dzięki czemu prócz produkcji energii mogła dostarczać również ciepło.

 

W 1957 roku, czyli po dwóch latach budowy uruchomiono Elektrociepłownię EC-2. Jak na współczesny okres budowy została ozdobiona ciekawymi elementami architektonicznymi. Wnętrze sterowni, czyli serca budynku otrzymało wystrój na wzór zabytkowego, zamkniętego szklaną kopułą na dachu.

 

 

W 1968 roku rozpoczęto budowę EC-3 a w 1970 EC-4. Niestety EC-1 i EC-2 nie sprostały wymogom nowoczesności i „dwójka” podzieliła los swojej najstarszej „siostry” kończąc swoją pracę 31 marca 2015 roku.

 

Dziś EC-2 można zobaczyć wyłącznie od strony ulicy podjeżdżając pod główną bramę. Od grudnia 2017 roku jest systematycznie wyburzana po tym jak została sprzedana prywatnej spółce.

 

 

O tym jak ważną, „strategiczną” rolę odgrywa elektrociepłownia świadczy fakt wybudowania pod nią schronu atomowego dla załogi oraz licznych ukryć dla pracowników. W czasach zagrożenia wojną nuklearną (tzw. Zimną Wojną) miasta uprzemysłowione mogły być na celowniku wroga. Aby zabezpieczyć się przed atakiem, na masową skalę w okresie Układu Warszawskiego budowano schrony- centra dowodzenia Zakładową Obroną Cywilną. Takie obiekty znalazły się również w łódzkich elektrociepłowniach.

 

 

Dzięki uprzejmości Veolia Energia Łódź udało się wejść do Centrum Dowodzenia OC w EC-4. Na powierzchni zwykły budynek administracyjny nieświadczący, aby coś było pod nim. Dopiero patrząc przez okno można zobaczyć duże czerpie powietrza prowadzące do podziemi.

 

Schodząc klatką schodową można zobaczyć masywne, stalowe i hermetyczne drzwi. O ich przeznaczeniu świadczą napisy oraz podświetlany – SCHRON. „Za tymi drzwiami znajduje się Centrum Dowodzenia, czyli miejsce, skąd w przypadku ataku podejmowano decyzje jak prowadzić pracę zakładu. Są tutaj stanowiska do łączności, pomieszczenia sztabowe, gabinet lekarski oraz to, co najważniejsze w schronie, czyli system do filtrowania zanieczyszczonego z zewnątrz powietrza” – opowiada Sławomir WIETESKA z Biura ds. komunikacji Veolii Energii Łódź. „Ten przewidziany jest dla 200 osób, lecz na terenie są jeszcze 3 ukrycia. To co różni je od tego pod budynkiem administracyjnym to jego przeznaczenie. Pozostałe zostały przewidziane dla załogi. Kiedyś były to tajne miejsca, a dziś stanowią ciekawostkę np. podczas Dni Otwartych w EC-4” – kończy WIETESKA.

 

 

We wnętrzach można zobaczyć dawne wyposażenie schronowe, a nawet sprzęt Obrony Cywilnej. Wszystko przetrwało dzięki temu, że na teren elektrociepłowni nie można od tak wejść.

 

 

Hala sportowa z podziemiami

 

Władze budując obiekty użyteczności publicznej w okresie „Zimnej Wojny” myślały również o mieszkańcach. Dlatego ukrycia budowano podczas budowy bloków mieszkalnych czy w państwowych instytucjach a nawet miejskich. Ślady po podziemiach można zobaczyć np. spacerując się ulicą Bracką spoglądając na podwórka bloków mieszkalnych.

 

 

Największy ze schronów cywilnych został zaprojektowany podczas budowy Hali Sportowej przy Alei Niepodległości, należący dziś do Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Wybudowany w latach 50-tych obiekt jak na tamte czasy posiadał jedną z pierwszych sztucznych lodowisk. Dziś w hali odbywają się liczne imprezy sportowe oraz przedsięwzięcia o charakterze targowym. Każdy, kto wejście do środka, usiądzie podczas meczy na trybunie nie zdaje sobie sprawy ze pod spodem znajduje się duży, choć skromny jak na tamte czasy schron.

 

 

Spacerując po jego podziemnych korytarzach z pracownikami Hali Sportowej MOSIR-u szybko można zauważyć po wyposażeniu, że to bardziej ukrycie niż typowy schron atomowy. Świadczy o tym wyposażenie. Schodząc klatką schodową w dół mijamy hermetyczne gazoszczelne drzwi i na tym koniec. Dalej tylko duże- szerokie pomieszczenia, jedna toaleta i dwa zespoły filtrów do oczyszczania powietrza. Schron o wielkości ok. 2 tyś. mkw był przewidziany dla 8 tyś. ludzi, którzy mogli się w nim schować na wypadek nalotu. „Obecnie służy nam, jako magazyn, ale miał też epizod filmowy, bowiem wnętrza odgrywały rolę w jednym z polskich filmów. Na co dzień nie schodzimy tutaj, praktycznie wcale. Ja np. jestem tutaj pierwszy raz”- mówi jedna z pracownic MOSIR, która prowadzi do podziemi. Największe wrażenie robi komora rozprężno-rozdzielcza od systemu wentylacji. Jest tak duża, że można do niej wejść i stać.

 

Na co dzień podziemia Hali Sportowej nie są udostępniane do zwiedzania.

 

 

Autor tekstu pragnie podziękować za pomoc w realizacji materiału: Pracownikom Muzeum Fabryki „Manufaktura”, Dyrektorowi Muzeum Miasta Łodzi, Łódzkiemu Stowarzyszeniu Miłośników Militariów „Kompania Brus”, Klubowi Miłośników Starych Tramwajów, w szczególności: Dyrektorowi Generalnemu Veolia Energia Łódź Annie KĘDZIORZE-SZWAGRZAK- za zgodę na wejście na teren elektrociepłowni i Pracownikowi Spółki Sławomirowi WIETESCE za oprowadzenie po schronach EC-4 oraz Dyrektorowi Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji Erykowi RAWICKIEMU- za zgodę wejście do schronu pod Halą Sportową.

 

Tekst i Foto: plut. Marcin KAMIŃSKI

Foto archiwalne: W.JEKIMENKO z zasobów Veolia Energia Łódź