Wojskowe tajemnice rodzinnego domu

 

Były Zakład Radio-Telekomunikacji i Teletransmisji - Stacja Wzmacniakowa systemu łączności wojskowej ROKADA.

 

   https://zzwp-gorzow.pl/images/Wojskowe_tajemnice_rodzinnego_domu_logo.jpgKażdy z nas ma w rodzinie jakieś tajemnice, ciekawostki z życia babci, dziadka, rodziców, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Zazwyczaj są to jakieś rodzinne wydarzenia czy chwile, które są fragmentem historii. A co jeśli po latach okazuje się, że w rodzinie obowiązywała tajemnica państwowa? Tak też było w mojej rodzinie. O tajemnicy domu rodzinnego mojej mamy dowiedziałem się piętnaście lat później, przyjeżdżając do dziadków w nieświadomości. Jaka to była tajemnica? Okazuje się, że u dziadka w pracy, tuż za płotem bawiłem się kablami systemu łączności wojskowej Układu Warszawskiego. Jak to było możliwe zapytacie. Dziś chciałbym o tym opowiedzieć.

 

 

              

    Wieś niedaleko Gorzowa Wielkopolskiego. Ulica, domy niczym nie różniące się od siebie... A jednak jest coś, co sprawne oko dostrzeże, to maszt radiowy. Skręcamy z głównej drogi w prawo na drogę z płyt i po chwili podjeżdżamy pod bramę, na której widzimy napis „Zakład Radio-Telekomunikacji i Teletransmisji Telekomunikacji Polskiej Oddział w Poznaniu”. Cały teren ogrodzony wysokim płotem, zakończonym drutem kolczastym, a wgłębi druga brama i wartownia. Po minięciu bramy dom piętrowy, a za nim kolejne ogrodzenie i kolejne budynki. Cały zakład powstał w latach 50. ubiegłego wieku. Budynek mieszkalny przeznaczony był dla dwóch rodzin pracowników, a na piętrze ulokowano pokój gościnny. To, co różni go od reszty we wsi to konstrukcja, która widoczna jest najlepiej w piwnicach. Grube wzmocnione ściany i przełączniki schronowe. Na zewnątrz, tuż przy domu przewidziano miejsce na mały schron przeciwlotniczy. Aby do niego dostać się należy zejść po drabince, następnie mijając żelazne drzwi z uszczelkami przechodzi się do pomieszczenia. Nic specjalnego, ale zabezpieczenie było.

 

 

   To, co najważniejsze znajdowało się za płotem. Duży budynek stacji był częściowo usadowiony w ziemi. Tylko same okna wystawały nad teren gruntu. Jako dziecko pamiętam, gdy dziadek był pierwszym kierownikiem stacji w stopniu porucznika, podbiegałem pod oka, aby popatrzeć, co się na dole dzieje - pod warunkiem, że okiennice stalowe nie były zamknięte. Stanowiły one zabezpieczenie, gdyż zaopatrzone były w uszczelki, dzięki czemu żadne gazy chemiczne nie mogły dostać się do obiektu. Dziadek w rozmowach wspominał, że gdy nastąpiła wymiana kabla i rozkopywano teren zawsze nakazywał przywrócić pierwotny stan, aby stacja była hermetyczna.

 

 

   Wchodząc do budynku stacji mija się wpierw drewniane drzwi, następnie dwie pary stalowych. Po minięciu ich widać długi korytarz. Skręcając w lewo mijamy pomieszczenie kancelarii tajnej, gdzie dziadek miał swoje biuro. Drzwi były zawsze zapieczętowane i nie wolno było plomby zrywać. Po przeciwnej stronie znajdowały się drzwi od akumulatorowni. Było to dodatkowe zasilanie urządzeń gdyby nie było prądu. Dodatkowe, bowiem obiekt posiadał własny agregat prądotwórczy, który ulokowano w budynku garażowym. Ludzie ze wsi zawsze dziwili się widząc z drogi zapalone światła w budynku, gdy w miejscowości nie było prądu. Agregat posiadał system samo-startu i znajdował się w innym budynku. Idąc dalej korytarzem mijało się drugą parę stalowych drzwi, prowadzących do sali transmisyjnej. Było to największe pomieszczenie, gdzie po obu stronach zainstalowano stojaki z kablami, które wchodziły w ziemię. Pamiętam, że lubiłem spać na łóżku polowym, kiedy babcia miała dyżur. Dodatkową zabawą było podłączanie szeregowo kabli tak, aby można było z jednego stojaka przeprowadzić rozmowę do drugiego. W środku sali stał komputer, który jako pierwszy we wsi miał połączenie z wewnętrzną siecią internetową Telekomunikacji Polskiej. Ważnym urządzeniem w pomieszczeniu był dalekopis, który przekazywał informacje na papierze w postaci kropek.

 

 

Obiekt zawierał kilka stacji wzmacniakowych sygnału. Na końcu sali, przy biurku dyżurnego znajdowały się lampki sygnalizujące awarię w poszczególnych stacjach. Zawsze za zapaloną lampką awarii odzywał się telefon dyżurnego.

 

Wychodząc z sali, idąc w stronę przeciwną, na końcu znajdowało się pomieszczenie schronowe wygłuszone białą „boazerią”. Oczywiście aby do niego można było wejść, ponownie mijało się pancerne drzwi. Był tam z pewnością także system filtrowentylacji powietrza, ale nie miałem okazji go zobaczyć. Obok też przewidziano miejsce na łazienkę z prysznicem oraz toaletą.

 

Do czego służył tak obiekt o kryptonimie ROKADA ? Był to system komunikacji telefonicznej dla wojska i władz państwowych Układu Warszawskiego na wypadek wojny nuklearnej. System miał składać się z 200 stacji. Miał, bowiem są to dalej informacje tajne i brak jest dostępu do dokumentacji technicznej. Zatem nie wiadomo ile takich stacji wybudowano. Oprócz pojedynczych obiektów, przewidziano Główne Centrum Dowodzenia Systemu blisko Warszawy. Same stacje budowano w dwóch fazach: od 1950 do 1955 roku oraz od 1965 do 1973 roku. W latach 1993-1994, gdy wojska sowieckie opuszczały Polskę po rozwiązania Układu Warszawskiego, system został całkowicie wyłączony. Wówczas infrastrukturę przejęła Telekomunikacja Polska, dostosowując ją do swoich potrzeb. Z racji, że był to system przestarzały (analogowy), część wyposażenia złomowano na rzecz popularyzacji łączności światłowodowej.

 

   W latach 90. ubiegłego wieku, kiedy stacja funkcjonowała, jako Zakład Telekomunikacji Polskiej, oprócz pracowników zmianowych, pełniących dyżury trójzmianowe, w dzień pracowała grupa techniczna.

Na terenie znajdował się również budynek biurowy z dużym garażem na trzy pojazdy. To tam po przeniesieniu z Siedziby TP z ulicy Pocztowej w Gorzowie pełnili dyżur technicy. Tu również okna zaopatrzono w stalowe okiennice, które na noc wartownik zamykał.

 

 

Dla wartownika przewidziano barakowóz. W momencie budowy strażnika zaopatrzono w broń palną P-64 Wanda. Tuż pod koniec lat 90., gdy Telekomunikacja Polska na masową skalę likwidowała swoje placówki, na budynkach zainstalowano monitoring i czujniki ruchu. Z opowiadania pamiętam jeszcze, że koło trzepaka stała budka dla ptaków, a w niej - archaiczna jak na tamte czasy - kamera do obserwacji, kto wchodzi na teren stacji.

 

Na terenie placówki znajdowała się również stacja transformatorowa, a za budynkiem biurowym kolumny bębnowe z kablami.

 

Do komunikacji między załogami technicznymi postawiono wysoki maszt radiowy, za pomocą którego przez radio w samochodzie była możliwość rozmów.

 

Ciekawostką była łączność między budynkiem mieszkalnym a stacją. Był to telefon na korbkę, który znajdował się w salonie, gdy dziadek pracował. Po odejściu na emeryturę telefon zabrano, lecz kabel pozostał w piwnicy i dziś jest widoczny na ścianie. Co ciekawe ten telefon nadal mamy na strychu.

 

Gdy Telekomunikacja Polska została przejęta przez Orange, pracowników powoli zwalniano. Z samej obsługi stacji było sześć osób, w tym... ogrodnik. Jego zadaniem była pielęgnacja zieleni, która stanowiła formę maskowania. Przykład? Płot przy głównej bramie był obsadzony wysokimi drzewami, które z drogi uniemożliwiały zobaczenie terenu. Ponadto, wywietrzniki i wejście do przyłączy kablowych było obsadzone żywopłotem. Osoby te dalej mieszkają we wsi. Budynki towarzyszące wraz z terenem wystawiono na sprzedaż, a dom mieszkalny w ramach pierwszeństwa wykupu kupiła moja babcia i sąsiedzi (późniejszy kierownik stacji wraz z żoną).

 

   Dziś budynek stacji działa bezobsługowo a od czasu do czasu, gdy występuje awaria telefoniczna w pobliskiej wsi obsługa techniczna przyjeżdża usunąć awarię. Większa część urządzeń transmisyjnych podczas likwidacji została usunięta, bowiem leżała przez pewien czas przed budynkiem, ale stacja nadal działa i ma podpięte do niej telefony.

 

Tak kończy się tajemnica mojego domu…

 

 

W tekście z racji braku możliwości wejścia do stacji, pokazałem zdjęcia wnętrz innych obiektów tego systemu. Wybierając zdjęcia posłużyłem się takimi, które prezentują identyczne wnętrze, gdyż wyposażenie było jednolite we wszystkich stacjach sieci Rokada.

 

A tym czasem miesiąc po zebraniu materiałów do artykułu postanowiłem napisać prośbę do Orange Polska o zgodę na wejście do budynku byłej stacji i udało się. Dzięki pomocy Rzecznika Orange Wojtka JABCZYŃSKIEGO uzyskałem zgodę na wykonanie zdjęć wnętrza.

 

Po obiekcie oprowadził mnie Piotr SZARATA. Sala teletransmisji została w większości pozbawiona urządzeń łączności, oczywiście rozłączonych z użytkowania. Jedno z pomieszczeń dawniej akumulatorowni zostało przebudowane przez Orange Polska. Tam zainstalowano światłowody i jest to jedyne pomieszczenie użytkowane. Pozostałe stoją puste, nawet w korytarzu stoi szafa pancerna, w której składowano broń wartownika. Udało się nawet znaleźć pomieszczenie schronowe i urządzenia filtrowentylacyjne, których nie pamiętałem z dzieciństwa. Stały w następnym pomieszczeniu schronowym. Ciekawostką była możliwość wejścia do podziemnego pomieszczenia kablowego.

 

Zapraszam do obejrzenia zdjęć za nim obiekt zostanie „dostosowany” przez prywatnego właściciela do nowej funkcji.

 

 

Artykuł dedykuję pamięci mojego dziadka Mariana NOWAKOWSKIEGO- pierwszego kierownika stacji.

 

 

 

Tekst: plut. Marcin KAMIŃSKI

Foto: plut. Marcin KAMIŃSKI, portal internetowy „Rokada- sieć schronów łączności PRL”