Bombowe lasy

https://zzwp-gorzow.pl/images/Bombowe_lasy_logo.jpgTegoroczny sezon wypraw historycznych zainaugurowały wyjazdy do pozostałości dawnych fabryk zbrojeniowych na terenie Województwa Lubuskiego. Mimo upływającego czasu, wciąż stanowią świadectwo techniki i rozmachu z czasów minionej wojny.

 

   Celem pierwszego wyjazdu działaczy Związku Żołnierzy Wojska Polskiego w Gorzowie była dawna fabryka materiałów wybuchowych i amunicji w Krzystkowicach, stanowiącego dziś dzielnicę Nowogrodu Bobrzańskiego. Było to przedsiębiorstwo o nazwie Alfred Nobel Dynamit Aktien-Gesellschaft Christianstadt, powstałe w 1939 roku, należące do koncernu chemicznego IG Farben (dzisiejszy BASF). Według nielicznej, dostępnej dokumentacji, produkowano tu dynamit i przeprowadzano elaborację amunicji wojskowej. Ciekawostką było to, że wszystkie półprodukty technologiczne powstawały na miejscu. To, różniło ten zakład od drugiej, podobnej fabryki koncernu w okolicach Bydgoszczy, gdzie produkowano nitroglicerynę.

 

 

 

Kosztowny rozmach

 

   Pozostałości fabryki w Krzystkowicach nawet dziś imponują rozmachem i rozległością. Cały obiekt zajmował około 35 km kw. powierzchni, na której wybudowano około 200 budynków i innych budowli różnego przeznaczenia. Całość była skomunikowana wewnętrzną siecią kolejową. Ulokowana w lesie, z dala od działań wojennych, była wolna zagrożeń nalotów alianckich. Przechodząc wśród lasów, można znaleźć ocalałe drogi komunikacyjne (obecnie w większości przekształcone na szlaki turystyki rowerowej) i pozostałości wielu bram zewnętrznych i wewnętrznych, oddzielających strefy przedsiębiorstwa. Imponująco wyglądają betonowe pozostałości dwóch bloków energetycznych, oddzielonych torem kolejowymi, którym dowożono węgiel, wyładowywany dźwigiem z suwnicą do betonowego boksu. Tor ten wciąż jest używany przez pobliską jednostkę wojskową, w skład której wchodzą zabudowania dawnej fabryki. Niemym śladem tamtych czasów są... bryłki węgla, które wciąż można znaleźć między podkładami kolejowymi w okolicach gmachów elektrociepłowni. To potężne budowle z grubego betonu. Grubość ścian zdradza między innymi wyrwa narożnika w hali generatorów, będąca prawdopodobnie efektem eksplozji, których w zakładzie było sporo. Ze względu na zagrożenie wybuchowe, niektóre hale miały nietypową konstrukcję. Jedną z nich jest kilkukondygnacyjny gmach, w którym boczne ściany stanową ciąg okien, niegdyś z drzwiami, którymi wychodzono na długie balkony. To była forma drogi ewakuacyjnej, a liczne okna ułatwiały uwolnienie fali uderzeniowej na zewnątrz w razie ewentualnego wybuchu. Przy okazji warto wspomnieć, że podobny, specyficzny gmach istniał też na terenie gorzowskiego "Zakładu Włókien Chemicznych STILON" - zakładu, zbudowanego w 1941 roku również przez koncern IG Farben. Wspomniany gmach w gorzowskim zakładzie służył przez lata za siedzibę wydziału folii i wyrobów magnetycznych. Można ubolewać, że ten zabytkowy obiekt został zburzony przez syndyka zakładu...

 

 

Straż pożarna, kasyno i... reaktory atomowe

 

   Specyfikę produkcji chemicznej zakładu w Krzystkowicach zdradzają także inne hale, gdzie zachowały się pozostałości zbiorników lub otwory technologiczne w stropach, gdzie niegdyś je zabudowano. Dziś otwory te stanowią zagrożenie podczas eksploracji, podobnie jak zamaskowane zielenią studzienki i resztki ukryć przeciwlotniczych. Interesujące są pozostałości obiektów pomocniczych i towarzyszących. Imponująco wygląda instalacja z siecią przepompowni, basenów i kanałów, nad którymi biegnie betonowy mostek kolejowy. Stanowiły one infrastrukturę oczyszczalni ścieków z chemicznych związków i instalację chłodzenia wody technologicznej. W strefie wolnej od wybuchów wybudowano stację transformatorową, podzieloną na cztery oddzielne pola zasilania energią elektryczną. Najbardziej charakterystycznymi obiektami tego zakładu jest kompleks sześciu żelbetowych silosów, w których przechowywano kwasy, będące komponentami do produkcji nitrocelulozy, a później dynamitu. Wokół nich narosło wiele mitów, na czele z hipotezą, że były to... reaktory atomowe. Jak większość zakładów chemicznych, tak i tu istniała niegdyś zakładowa straż pożarna, po której pozostała wieża ćwiczeń i plac z pozostałościami garaży dla wozów strażackich. Wśród obiektów towarzyszących można dostrzec pozostałości dużego kasyna. Istniała także zabudowa z mieszkaniami służbowymi dla pracowników, które przejął utworzony po wojnie areszt, a potem zakład karny w pobliskim Krzywańcu. W latach wojennych, etatowych pracowników zastąpili w większości więźniowie z filii obozu koncentracyjnego Gross Rosen.

 

 

Pełny kamuflarz przy ruchliwej drodze

 

   Więźniów wykorzystywano także w innej odwiedzonej przez nas dawnej fabryce amunicji w okolicach Słońska. Obok obozu w Sonnebbergu (bo tak do końca wojny nazywał się Słońsk i pierwszy niemiecki obóz koncentracyjny - powstały na bazie ciężkiego więzienia) wytyczono lokalizację fabryki, zajmującej się produkcją prochu, bomb i amunicji. Prawdopodobnie w 1939 roku, w odległości kilometra od Słońska, nieopodal drogi wiodącej z Sulęcina do Kostrzyna nad Odrą, rozpoczęto inwestycję, będącą częścią wielkiego przedsięwzięcia zbrojenia III Rzeszy. W gęstym lesie, na powierzchni 20 km kw. wybudowano 10 parterowych domów pokrytych dachówką. Każdy z niepozornie wyglądających gmachów był osobną prochownią. Ze względów bezpieczeństwa wszystkie były oddalone od siebie o około 500m. Dla usprawnienia transportu wewnątrz obiektu wybudowano sieć kolejową z dwiema zwrotnicami i betonową rampą przeładunkową. Na końcu jednej z bocznic wybudowano podziemny magazyn przeładunkowy. Ważnym i niewidocznym elementem była sieć podziemnych korytarzy łączących budynki, zawierających przejścia do leśnych wyjść ewakuacyjnych i pomieszczeń technicznych, np. komór agregatów - także ukrytych pod powierzchnią ziemi. Obok budynków produkcyjnych wybudowano obóz jeniecki oznaczony numerem 217. Tu przebywała grupa więźniów wybrana z obozu w Sonnenbergu. Nocowali w siedmiu barakach. Powstała także kuchnia, latryny z umywalniami i magazyny. Niemiecka załoga mieszkała w przyległym budynku, którego fundamenty niedaleko rampy zachowały się do dziś. Więźniów pilnowali strażnicy w patrolach i na czterech wieżach (dziś już nie istnieją). Cała fabryka rozciągnięta w kompleksie leśnym aż pod Lemierzyce, była znakomicie maskowana drzewami. Stąd, istniał wówczas bezwzględny zakaz wycinania drzew. Dodatkowo, dachy budynków nie posiadały kominów, a specjalne klamry umożliwiały rozpinanie dodatkowych siatek maskujących. Normą było stosowanie zaciemnienia w oknach, a nieliczne lampy zewnętrzne emitowały światło skierowane wyłącznie ku ziemi.

 

 

 

Pamiątki przeszłości

 

   Po wielu latach można jeszcze dostrzec wiele śladów dawnej fabryki. Nieliczne zachowane budynki prochowni są sukcesywnie rozbierane. Trzy zachowane, są użytkowane przez podmiot prywatny. Obok nich można dostrzec ślady po torowisku byłej bocznicy kolejowej. Jednak najciekawszymi pozostałościami są podziemne korytarze i pomieszczenie techniczne. Wybudowane z białej i czerwonej cegły oraz betonu, wyglądają na młodsze niż w rzeczywistości. W dość niskich tunelach daje się chodzić jedynie w pozycji pochylonej. Na ścianach można dostrzec elementy mocowań korytek, którymi przebiegały niegdyś instalacje elektryczne i technologiczne. Są także wyjścia ewakuacyjne. Niestety w części zasypane stertami śmieci, chowanymi w ten sposób przed bezpośrednim wzrokiem straży leśnej. Okoliczny las wciąż skrywa szereg innych niespodzianek, w postaci niebezpiecznych pozostałości pirotechnicznych. Co jakiś czas saperzy odkrywają rożne pociski sporego kalibru. Wynika to z tego, że mimo minionych dziesięcioleci, dokładne spenetrowanie tak dużego i często trudno dostępnego obszaru jest prawie niemożliwe. Tym bardziej, że nie istnieje praktycznie żadna dokumentacja przybliżająca szczegóły techniczne lub urbanistyczne terenu. W końcu, wszystko było ściśle tajne. Nawet dla Niemców...

 

 

Będą wycieczki

 

   Opisane wyjazdy stanowiły rekonesans w celu przygotowania i zorganizowania wycieczek historyczno - technicznych dla uczniów gorzowskich szkół ponadpodstawowych. Będą one jednym z etapów powrotu młodzieży do normalności po zagrożeniach i ograniczeniach związanych z pandemią covid 19.

 

   

 

Tekst i foto - Mariusz Pieprzka