Pod egidą czerwonej gwiazdy

Wycieczka do Chocianowa, Wilkocina i Szprotawy

 

https://zzwp-gorzow.pl/images/Pod_egida_czerwonej_gwiazdy_logo.jpgOkres zimnej wojny, charakteryzował się obecnością licznych wojsk Armii Radzieckiej na terenach państw zrzeszonych w pakcie Układu Warszawskiego. Rosjanie budowali nowe obiekty, będące siedzibami baz i jednostek wojskowych, bądź adaptowali i rozbudowywali istniejące już obiekty, jak miało to miejsce na terenie byłej NRD i Polski.

 

W armii jednym z najważniejszych czynników jest łączność i przepływ informacji. Następnie zebrane informacje należy przetworzyć, by po analizie dokonać podjęcia decyzji, której efektem jest wydanie rozkazów bojowych. Te, realizuje pion wykonawczy, czyli formacje wojskowe na lądzie, wodzie i w powietrzu. Tematem naszej kolejnej wyprawy były pozostałości wybranych obiektów wojsk radzieckich na pograniczu Dolnego Śląska i Lubuskiego. Kolejność zwiedzania odbyła się według klucza informacyjno-decyzyjnego działania wojska, wymienionego wyżej.

 

 

 

 

Czuwać, słuchać, przekazywać

 

   Pierwszym miejscem, do którego przybyliśmy były pozostałości tajnej stacji łączności, położonej w lesie, niedaleko miejscowości Chocianów w Powiecie Polkowickim na Dolnym Śląsku. Była to jednostka systemu łączności wojskowej BARS o numerze 202, nazwana później przez polskich żołnierzy "Paterą". BARS był szyfrowanym systemem łączności troposferycznej, opracowanej w Związku Radzieckim, używanym przez wojska Układu Warszawskiego. Umożliwiał łączność na paśmie fal krótkich, odbijanych przez warstwę troposfery. Stacja BARSu składała się z zespołu czterech wież z antenami i bunkrami antenowymi, dwukondygnacyjnego bunkra mieszczącego infrastrukturę łączności, kodowania i dekodowania informacji oraz zasilania i filtrowentylacji obiektu. Towarzyszył mu zespół naziemnego bunkra, mieszczącego warsztaty i garaże dla pojazdów technicznych. Przy bramie ulokowano gmach wartowni z pomieszczeniami administracyjnymi, a całość okalało grodzenie z trzech warstw drutu kolczastego, z czego środkowa, była pod napięciem. Kompleks zasilała stacja z dwoma transformatorami. W razie odcięcia zasilania zewnętrznego, energię elektryczną zapewniały dwa agregaty prądotwórcze Oczywiście istniała także bateria akumulatorów, zasilająca awaryjnie podstawowe odbiory. Układy nadawczo - odbiorcze cechowały podobno dobre parametry. System przeszedł modernizację na początku lat 80., co sprawiło, że funkcjonował wydajniej od systemów podobnej koncepcji używanych w wojskach NATO.

 

   Stacja funkcjonowała do 1993 roku, do momentu wyjazdu z Polski ostatnich, już wojsk Federacji Rosji. Rozwiązanie Układu Warszawskiego sprawiło, że radziecki system łączności okazał się bezużyteczny dla naszej armii. Stąd, w 1999 roku, po przejęciu przez Agencję Mienia Wojskowego, wyposażenie stopniowo, ale szybko wyprzedawano. Chętni błyskawicznie demontowali wszytko, a bramę opuszczały całe wielotonowe samochody pełnie elektroniki, elektrotechniki i pozostałych urządzeń. W większości, ten wyspecjalizowany sprzęt kończył swój żywot w skupach surowców wtórnych lub na śmietniku. Wbrew obiegowej opinii o sprzęcie radzieckim, wojskowa elektronika i elektromechanika były wykonane starannie, z użyciem trwałych materiałów. Szafy były oprzewodowane z zachowaniem estetyki i przejrzystości, a wszelkie połączenia złączne wykonywano z użyciem srebra i złota. Ale to już przeszłość... Kiedy zwiedzaliśmy pozostałości chocianowskiego BARSu, napotkaliśmy resztki ogrodzenia, bunkry antenowe i garaże pozbawione wrót. Po masztach z antenami nie ma śladu. Przyroda skutecznie i szybko maskuje działania człowieka. Do środka głównego bunkra można dostać się jednym wejściem. Pozostałe są zamurowane. Tej jedynej drogi do wnętrza pilnuje pracownik nadleśnictwa, mieszkający w budynku dawnej wartowni. Wewnątrz betonowego molocha ocalały resztki sprzętów elektrycznych i wyposażenia socjalnego. To na wyższej kondygnacji. Poziom niższy ma na znacznej wysokości podłogę zalaną brunatną cieczą nieznanego składu.

Wygląd pomieszczeń z wyposażeniem i stan obecny budowli zamieściliśmy w galerii zdjęć.

 

 

 

Przetworzyć informacje, wydać rozkazy

 

   Kolejnym etapem naszej wyprawy było miejsce, w którym informacje z BARS-ów były przetwarzane przez radzieckich oficerów i gdzie podejmowano kluczowe decyzje oraz wydawano strategiczne rozkazy. Udaliśmy się w okolice wsi Wilkocin w Powiecie Polkowickim w Gminie Przemków (zwanej też "Wsią Czerwonego Kapturka"). Wśród okolicznych lasów, wewnątrz wydmy lądowej ulokowano dwa kompleksy bunkrów dowodzenia, wybudowanych przez Związek Radziecki. Zespoły charakterystycznych tuneli i komór wybudowanych z prefabrykatów systemu "Granit" były znakiem rozpoznawczym inżynierii budownictwa obronnego ZSRR. Zespoły obiektów rozmieszczone na powierzchni 5,6 ha ogrodzono na długości 12 km, potrójnym ogrodzeniem z drutu kolczastego. Oczywiście jak w wszystkich radzieckich obiektach o najwyższej klauzuli utajnienia, środkowa warstwa ogrodzenia była pod napięciem, a grunt między warstwami był na bieżąco grabiony. Teren był pilnowany przez patrole OMONu z psami i długą bronią maszynową. W czasie obchodów strażnicy musieli okresowo uruchamiać specjalną instalację, potwierdzającą przebywanie patrolu w określonych miejscach obszaru. Brak potwierdzenia uruchamiał alarm służby wartowniczej. Pierwszy z zespołu bunkrów stanowił Sztab Dowodzenia Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej - SD PGWAR), noszący kryptonim: "Tuman" (po rosyjsku mgła). Drugi, to Zapasowe Stanowisko Dowodzenia Zachodnim Teatrem Działań Wojennych - ZSD ZTDW i kryptonimie "Syriusz". W SD PGWAR mieścił sztab dowodzenia i centrum łączności z wszystkimi jednostkami wojsk radzieckich zlokalizowanych w Europie Środkowej i NRD. Obiekty w Wilkocinie wraz z węzłem BARS "Patera" tworzyły stanowisko dowodzenia działaniami na zachodnim teatrze działań wojennych. Obiekty powstałe na początku lat 70, rozbudowywano jeszcze do końca lat 80. ubiegłego wieku, czego dowodem jest data budowy jednej z wartowni. Na ścianie bocznej budynku do dziś widnieje utworzona z cegieł liczba 1989. Lokalizacja stanowisk dowodzenie, była podyktowana nie tylko warunkami topograficznymi, Nie bez znaczenia była bliskość innych obiektów strategicznych i kwatery Głównych Dowódców Północnej Grupy Wojsk Radzieckich, w tym  - gen. Wiktora Dubynina, rezydującego w Legnicy.

 

   Podczas funkcjonowania kompleksów pełniono dyżury, monitorowano obszar państw Układu Warszawskiego i przeprowadzano różne symulacje oraz ćwiczenia. Było to o tyle proste, że niedaleko znajdował się Poligon Przemkowo z płytą starego, przedwojennego lotniska wojskowego. Rosjanie uczynili z niego atrapę lotniska wojsk NATO, które "bombardowano" z radzieckich bombowców stacjonujących na lotnisku w okolicach Szprotawy. Podczas takich ćwiczeń lotniczych, w 1987 roku, jedna z wystrzelonych rakiet, w wyniku awarii zmieniła kurs, uderzając i niszcząc jeden z domów mieszkalnych w Wilkocinie. Zginęła wówczas jedna osoba, a dwie zostały ranne. Rosjanie szybko wypłacili odszkodowanie, i odbudowali dom, chcąc szybko wyciszyć sprawę. Wszak nagłośnienie tragedii mogłoby doprowadzić do dekonspiracji najtajniejszego ośrodka dowodzenia Armii Czerwonej w tej części Europy.

 

   Rosjanie stacjonowali w wilkocinskich bunkrach do 1992 roku. Później majątek przejęło polskie wojsko. Ale podobnie do chocianowskiego BARSu, wyposażenie wyprzedano, a pozostałości rozgrabiono. Dziś oglądamy wyprute budynki i puste podziemne korytarze i komory, z których część nosi ślady pożarów. Przemierzanie tych tuneli,  komór i schodów robi wrażenie. Może zaskoczyć rozmachem i zauroczyć nawet wytrawnych pasjonatów podziemi MRU.

 

 

 

Wykonać rozkaz, unieszkodliwić przeciwnika.

 

   Ostatnim punktem naszej wyprawy było byłe lotnisko wojskowe w Szprotawie-Wiechlicach, już po stronie Województwa Lubuskiego. Lotnisko to, pierwotnie było niemieckim lotniskiem wojskowym. W okresie powojennym obiekt zajęły wojska radzieckie ze 149 Lotniczej Dywizji Bombowej. Nastąpiła rozbudowa i wydłużenie pasa startowego, w celu przystosowania dla ruchu samolotów odrzutowych. Była to jedna ze strategicznych baz lotniczych Układu Warszawskiego. O wadze tego miejsca niech świadczy to, że struktury sztabowe NATO umieściły szprotawskie lotnisko na liście priorytetowych zagrożeń, przeznaczonych do jak najszybszego unieszkodliwienia w razie rozpoczęcia działań wojennych. Obiekt był ważny ze względów taktycznych i logistycznych. Znajdowało się tu kilkadziesiąt schrono-hangarów dla samolotów, baza paliw, podziemny schron dowodzenia i to co do dziś budzi niemałe wrażenie, ogromny bunkier-magazyn dla konwencjonalnych bomb lotniczych. W razie potrzeby mógł także przechowywać na krótko lotnicze głowice atomowe. W wypadku konfliktu zbrojnego, uzbrojone samoloty stanowiły pierwszy rzut działania. Rosjanie zajmowali ten teren do 5 maja 1992 roku. W tym dniu (z wielkim żalem) opuszczali ten obiekt ze swoim sprzętem i samolotami MiG 25. Film z ostatniego wyjazdu (wylotu) można obejrzeć w linku zamieszczonym poniżej.

 

https://www.youtube.com/watch?v=tnqg6dvtzkw&t=39s

 

   Opuszczone obiekty zostały wytrzebione z wyposażenia, a teren z hangarami rozparcelowany wśród indywidualnych właścicieli. Magazyn bomb także znajduje się na terenie prywatnym, ale jego zwiedzanie jest możliwe. Po pokonaniu bramy z wartownią, i pokonaniu kilkuset metrów, w oczy rzuca się ogromna ściana oporowa i hermetyczne wrota, których otwarcie i zamknięcie zajmowało ponoć niemal pół godziny. Wewnątrz, pomieszczenia techniczne i socjalne, które ocalały przed grabieżą. Dalej kolejne wrota, za którymi pojawia się kilkudziesięciometrowa komora, w której trzymano to, czego obawiały się wojska Zachodu. Ponoć końcowa ściana tego magazynu posiada osłabienie, którego pokonanie odkrywa wyjście ewakuacyjne. Przejeżdżając krotką trasę po betonowych drogach wewnątrz lasu docieramy do zalesionych pagórków, skrywających kilka wejść do podziemnego kompleksu dowodzenia. Łukowate korytarze i komory ze znanych nam juz prefabrykatów "Granit". Wewnątrz komór ceglane ściany działowe, niektóre z oknami. Miejsce to niestety stało się też dziś dzikim wysypiskiem śmieci... A skoro jesteśmy na terenie lotniska, nie można nie zobaczyć pasa startowego i schrono-hangarów, w których niegdyś "odpoczywały" radzieckie MiGi 25. Nie wszystkie hangary znalazły nowych właścicieli, stąd możemy do niektórych wejść. Klimat miejsca wzmacniają zachowane na ścianach radzieckie komunikaty, oczywiście w cyrylicy. Każdy hangar miał alejkę dojazdową. Pilot musiał pokonać sporą trasę kołowania, nim dotarł do miejsca startu. Betonowy pas startowy, mimo wyłączenia z użytku i konserwacji, robi wciąż solidne wrażenie. Wykorzystują to młodzi miłośnicy wyścigów i samochodowego driftu, często odbywając tu swoje jazdy, połączone z grą w "kotka i myszkę" z lokalną policją...

 

 

Wyprawa zobrazowała, jak wielkie wpływy miała niegdyś Armia Czerwona w Polsce. Przejmowała wielkie obszary, budując i użytkując obiekty, bez możliwości nadzoru i jakiegokolwiek wpływu na ich działanie przez stronę polską.

 

 

A jak wyglądały obiekty: Bars 201 i schron w Wilkocinie możemy zobaczyć na archiwalnym materiale z 2000 roku zanim w.w obiekty zostały pozbawione wszelkiego wypsażenia.

 

https://www.youtube.com/watch?v=Ke6EJt9qlBs&t=155s

 

 

 

Pragniemy podziękować "Towarzystwu Bory Dolnośląskie" za pomoc w zwiedzaniu obiektów szprotawskiego lotniska i okolic.

 

 

Tekst - Mariusz PIEPRZKA

Foto - Mariusz PIEPRZKA, archiwalne: Jarosław ANTASIK z archwiwum miesięcznika "Odkrywca"